13 października, 2010

World of Tanks - czołgowe MMO

Dwa dni temu przyjechała do Polski ekipa z Wargaming.net - studia zajmującego się raczej niszowymi strategiami, które ostatnio całą moc wpakowało w World of Tanks, czyli MMO z czołgami w roli głównej.

Gra wygląda naprawdę bardzo nieźle, to pomysł jakie brakowało od dawna i w dodatku wykonany bardzo fachowo. Było mnóstwo detali, pokaz gry, wywiady i tak dalej. Tak więc w najbliższych wydaniach (zapewne) będzie co poczytać. Zwłaszcza, że do tego czasu zdążę dodatkowo ponasuwać i połączyć szumne zapowiedzi z rzeczywistością.

05 października, 2010

Pocztówka z wakacji

Ten tak zwany czas odpoczynku od gier jest oczywiście fikcją. Brak laptopa i piękne polskie morze wcale nie pozwalają zapomnieć o swoim drugim, wirtualnym sercu.

Kochani Rodzice! Nie martwcie się o mnie,
żetonów mam pod dostatkiem. Wrócę do Was
z większym skillem.

Ciągłe wysiadywanie przy kompie, czy to z powodów zawodowych czy rekreacyjne gapienie się w ekran, sprawia, że na wakacyjnych wyjazdach grać zwyczajnie nie chcę! 30 minut z przenośną konsolą (gdy wielogodzinna podróż staje się męką) to szczyt moich możliwości. Z drugiej strony to właśnie ferie pokazują jak mocno pecet i granie w ogóle zakorzeniło się w egzystencji gracza. U mnie - sądzę, że tak mniej więcej na poziomie edukacji, którą wyniosłem z podstawówki.

Starcraft sentymentalnie

Chociaż większość moich znajomych przestała inwestować w kompa pod kątem nowych gier, hasło "premiera Starcrafta II!!!" wywoływało u nich miły dreszcz emocji. Coś jak kontynuacja starej, ulubionej książki. O ile pogadać z niegrającymi już kumplami raczej się nie da, o tyle można sobie wspólnie odświeżyć pamięć i odpowiedzieć na pytanie czemu ta gra zachwycała przed laty. Fabuła, multiplayer, mechanika? Ok, ale tu chodziło o coś więcej.

Lipiec 1999. Polana za domkiem kumpla nadawało się idealnie na dodanie do Starcrafta nowego rozdziału. Wysokie krzaczory utrudniały widoczność, ciężko było wypatrzeć wyimaginowanych Zergów, a co dopiero ich trafić z patykowego karabinu. Na szczęście zawsze dało się uciec do bunkra. Mała górka z dołkiem wypełnionym pustymi butelkami po tanich winach została z miejsca punktem obserwacyjnym z możliwością ciskania szklanymi granatami. Niedawno dowiedziałem się, że z innymi kolegami na obozie harcerskim wycinaliśmy battlecruisery z ziemniaków.

Nadmorska świątynia

Lipiec 2010. Nadbałtycka promenada (każda!) to rewia cudownego kiczu. Przechodzenie obok straganów z chińskimi muszelkami i pistoletami na kulki jest miłe, ale nic ponadto. Wszędzie mają względnie to samo, ekscytacji brak. Oprócz jednego jedynego miejsca, świątyni pradawnego grania - salonu gier. Co by się nie działo, do niego wejdę zawsze. Chociażby tylko po to, żeby pogapić się jakie gierki mają, czy czegoś nie przegapiłem przez ostatnie lata.


Dużo podróżuję i poznaję egzotyczną kuchnię!


Najczęściej wejście pod duszny, ciemny namiot to niezły flashback z przeszłości (dla młodszych pewnie wizyta w skansenie). Widzę dokładnie te same tytuły, w które zagrywałem się na koloniach jakieś 10-15 lat temu. Jest bijatyka Virtua Fighter, są Virtua Cops i House of the Death z plastikowymi pistoletami i starożytne wyścigi z grafiką, od której pękają oczy. Wybieram jednak rundkę w bodajże wyścigi Daytona USA. Fotel kierowcy zamienia się w wehikuł czasu - przypomniałem sobie, że drift i fizyka jazdy to świeże wynalazki, których tamte tępe arcade'ówki nie znały. I chociaż przyjemność z jazdy była zerowa, wstaję od maszyny jak z królewskiego tronu.

Epilog

Oprócz lekcji historii, jest też lekcja teraźniejszości. Obok mnie stoi 60-letnia babcia, która bezbłędnie tańczy na macie. Po skończonej partyjce podchodzi do chłopaków przy automacie z nowszą generację ścigałek, tłumaczy im taktykę jazdy i poucza, że zapomnieli o używaniu nitro.

To dobry znak. Mam nadzieję już za kilka lat w budkach z kolorowym badziewiem będzie pluszowy Mario, który po ściśnięciu krzyczy "Let's-a-go", a do koszulek ze „śmiesznymi” tekstami o piwie, sexie i marihuanie dołączą takie z napisami „n00b pwner” i czy kolorową grafiką Pac-mana.



04 października, 2010

Recenzja - ArcaniA: Gothic 4 już jest

Pierwsza w Polsce, a druga w galaktyce*. Tak, to jest osiągnięcie! Co prawda od dawna było wiadomo, że gra okaże się crapem nie powtórzy sukcesu poprzedników**, ale nadal rzesze fanów czekają na to, aby przekonać się czy to faktycznie prawda, czy może ostał się chociaż mały procent gotyckiego klimatu. Żeby nie było - ja też byłem (i jestem) jednym z tych fanów.

I co tu dużo mówić. Skończyłem całość, zrobiłem chyba wszystkie sidequesty, ostro eksplorowałem teren w poszukiwaniu chowającego się przede mną lootu (z powodzeniem) i tradycyjnie szukałem granic, które gra stawia userowi. Wszystkie nurtujące odpowiedzi i klucz do zagadki wszechgothika są elegancko spakowane w recenzję i towarzyszące jej grafiki. Werdykt i ocena będą pewnie zaskakujące, ale w 100% uczciwe i przemyślane.



Oczywiście internet na premierę pisma zareagował po swojemu. Zamiast się cieszyć i komentować (chyba, że ze oznakę radości można uznać prośby o skany) tudzież pytać, forumowa brać ma swoje teorie. Wybór części z nich:

Dla mnie najlepsze recenzje,to te pisane przez graczy,a nie sponsorowane artykuły z kolorowych pism.Już się kiedyś mocno przejechałem na recenzji przed premierą Dungeon Siege II w kolorowym piśmie


To user-dinozaur (choć wygodniej go będzie opisać jako dinozaur1) - ostatnią recenzję przeczytał 5 lat temu, a Dungeon Siege II z 80 na metacritics ocenił jako "niegrywalny crap". Ale czemu się dziwić, skoro wziąłem średnią ocen ze sponsorowanego portalu zbierającego oceny ze sponsorowanych pism.


Zgadzam, się z Tobą, lepiej polegać na opinii innych graczy bo przynajmniej jest pewność, że piszą to bo chcą i co chcą i nie opierają się na "pismach kolorowych"


Typ: forumowy wyga, andegrandowiec popierający internetowych swojaków stojących w opozycji do komercyjnej codzienności. To w zasadzie powinno doczekać się opracowania w nonsensopedii


Przemysł opisowo-gazetowo-growy zszedł z tego świata wraz z ostatnim numerem Gamblera


User-dinozaur2. A w zasadzie dinozaur 0. Chociaż może tak zaszczytny tytuł należy się tym, dla których dziennikarstwo growe skończyło się na Bajtku i Top Secret'cie i lubią się z tym poglądem obnosić. W każdym razie post ucieszył i odmłodził Alexa.
Wpis był oczywiście dłuższy, ale wklejony tu w całości popsułby siłę działania ponadczasowego tekstu o Gamblerze.


ale takie są widać prawa rynkowe wg Backside'a - wciskać ciemnotę na maksa, a nuż ciemny naród kupi. Nie myślałeś o karierze polityka?


Gdyby Kalisz się mniej pocił, to już bym dawno służył mu za podnóżek!


I smaczek na koniec!

Tak się składa że znam środowisko dziennikarskie od kuchni,i Pan jako dziennikarz powinien wiedziec co to pomówienie, a co wolność słowa.Nie wystraszyłem się, i nie dam sobie zamknąć gęby.


Niestety wicie się jak piskorz się nie udało i wyszło na jaw, że ocena gry jest zależna od ilości koksu i szampana, które zafundowało mi CDP (że o weekendzie w Bawarii od JoWoodu nie wspomnę). Następnym razem poproszę, żeby do zestawu dołączono kilka botów-klakierów czy jakiś chwalący mnie skrypt.



Więcej o uber-fachowych tekstach, DVD i reszcie tutaj: http://www.ksgry.pl/specjalne/wydanie.asp?Artykul=4951




* Tak, oczywiście pierwsza recenzja niemieckiej gry zawsze będzie niemiecka. Ba, do dziś niemieckojęzyczne gry wychodzą dla Rzeszy trójkąta Niemcy-Austria-Szwajcaria co najmniej kilka miesięcy wcześniej niż w innych krajach.

** z tym crapem to oczywiście żarcik, gra dostała dość wysoką notę

11 czerwca, 2010

Praktyczne Vademecum Nerda - STAGE #1

Nieliczni nerdami się rodzą, niektórzy nimi zostają, ale zdecydowana większość może o byciu nimi tylko pomarzyć... albo przyłożyć się do nauki! Oczywiście nie myślcie, że od razu będzie w stanie wszystko ogarnąć. Tylko wybrani dostępują zaszczytu przejścia pierwszego levelu, zdobycia wirtualnego białego pasa i obcowania z legendarnymi mistrzami, którzy osiągnęli nieosiągalny poziom, porównywalny z lewitacją tybetańskiego mnicha na czubku Mount Everest.
Ale trochę praktyki nigdy nie zaszkodzi.


.... loading ....

NEW GAME:
Difficulty mode: Easy (a.k.a. Daddy, Can I Play?)

STAGE #1



Istnieje wiele solucji dotyczących pierwszego etapu, ale my jesteśmy pewni, że nasza jest jak najbardziej słuszna. Po pierwsze - i po ostatnie na dziś - należy zmienić słownictwo. Albo lepiej przekonwertować lub je zmorphować. Czemu? Bo język człowieka nauki i ulicy jest już zwyczajnie nudny, a otaczający nas świat (czyli głównie wirtualny) aż prosi się o wytrysk potok słów, których już samo brzmienie powali rozmówcę na kolana. Albo spowoduje chociaż drżenie nozdrzy:


b-side: Czy zgadzasz się, że: "Nic nie błyszczy tak mocno, jak strumień świeżo popuszczonej z żyły krwi w promieniach letniego słońca na tle angielskiego portu"

knicz: Jest coś, co blyszczy mocniej. Struny gitary elektrycznej w paszczy smoka, pokryte jego śliną, dosiadanego przez brodatego wikinga. W samo południe rzecz jasna.

Tu chwila przerwy i pochylenie się nad merytoryczną wartością porównania. Knicz posądził mnie o lekkomyślność, bowiem w adwersarzu może nie tętnić krew, a kwas. I wtedy z błyszczenia nici. Miał rację, nie dopisałem, że chodzi o krew pirata-majtka. Bo w końcu taki bazowy przeciwnik na okręcie ma w żyłach czystą mieszaninę krwi i grogu 50%-50%, więc jucha lśni jeszcze bardziej! Ba, może się nawet zajarać, gdy żar Zeusa da się we znaki.

b-side: No nie wiem. Imo... wygrywa - czubek damasceńskiej stali z Ostrej Jak Liście Lotosu o Wschodzie katany zgrabnie obracanej w rękach ninjy podczas finezyjnego pozbawianie głowy Stranika Dojo stylem Dande-no Kokoro-no-Daido w blasku księżycowej poświaty.

W tym momencie przeszliście 90% STAGE #1 i należy zmierzyć się z final bossem. Jako, że to tylko początek, boss będzie słownym lamusem... ale nie dajcie się zwieść. W końcu boss to boss.

knicz: Musisz zamienić ninje na Wolverine'a. Może nie jest tak zajebisty jak ninja, ale bardziej błyszczy. No i ninja robi TO tylko raz, a Rosomak sześć.

b-side: No, ale gdzie tam wstawić ninję w takim razie? Musi tam być.

knicz: W tle. niech kieruje promienie na ostrze...

b-side: ...i czuwa nad akcją.


STAGE #1 COMPLETED!!!

Enemies: 100%
Secrets: 0/0




10 czerwca, 2010

Pokaz gier 1C po mojemu



Prawie_absolutnie_luzackie podsumowanie wyjazdu, którego szczegóły powinny pozostać ścisłą tajemnicą.

W każdym razie na Captain Blooda czekam totalnie!


03 kwietnia, 2010

Primaaprilisowe suchary

Są tacy, którzy 1 kwietnia wykorzystują na zrobienie naprawdę porządnego dowcipu. Kombinują z grafiką, wymyślają fake'i, kręcą wideo - wszystko po to, aby żart był śmieszniejszy albo przekonał, że tak naprawdę nie jest żartem, ale sensacyjną informacją.

Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnął oczywiście Blizzard. I czemu się dziwić - gigantyczna firma zatrudnia kilkuset nerdów, którzy pomiędzy kolejnymi linijkami kodu przechadzają się w alejkach pełnych figurek potworów, więc mogą na jeden dzień oderwać się od pracy i stworzyć nową postać do Diablo III wraz z animacją prezentującą jej skille:




Słynący żartem kraj nadwiślański też nie jest gorszy. Chyba najbardziej w pamięci utkwi mi to co wysmażył GOL ze 2 lata temu. Poinformowali o zapowiedzi nowej gry MMORPG przygotowywanej przez polskie studio dodając z czasem kolejne, enigmatyczne informacje, które na żart nie wyglądały. Akcję zwieńczyło zakulisowe wideo z twórcami, jak się okazało kolejnymi redaktorami GOL-a, którzy w naprawdę niechudy sposób wykładali tajniki fabuły i pomysłów. W tym roku też zresztą źle nie było - http://tvgry.pl/?ID=932



Okej, tyle pochwał. A teraz o sucharach, a tych co roku pojawia się masa utrzymująca się na poziomie średniej gimnazjalnej wkręty. Przepis na suchara: bierzemy BARDZO ZNANY TYTUŁ i dołączamy do niego NIEPRAWDOPODOBNĄ INFORMACJĘ! No to jedziemy z przeglądem tegorocznych słabiaków:

- antyczny polski shooter Pył będzie na PS3
- Sony zapowiada grę online o Smurfach
- seria The Sims zostanie anulowana ze względu na kontrowersje
- Twócy GTA na krawędzi (choć wspomnienie o "brytyjskim oddziale polskiego magazynu Top Secret" jest jeszcze niezłe)
- OnLive w abonamencie z Neostradą
- Pan Tadeusz w wersji krwawej (i piękne artworki do tego: okładka filmu z czerwonym filtrem + szkic z książki z wklejonym iPodem).
- cena gry w sklepie wynosząca 9999999 zł
- Nintendo zapowiada gry na iPada z opcją cross-platformowego online'u

i mój ulubiony:

- Modern Warfare 3 stworzy City Interactive - iksde, iksde, iksde11!!!1one!one1!!


Po przeczytaniu kilku napisałem na swoim blipie "Czekam na "Znamy datę premiery DNF". Cóż, po 20 minutach znalazłem na FilesPlanet demo nowej odsłony księcia.

Nie, nie będzie pointy "kiedyś było lepiej" albo "połamałem sobie zęby na sucharach" (to by zahaczało, bez mała, o 'beton'). Ale fajniej byłoby widzieć mniej, a konkretniej




PS
Autorzy nieśmiesznych newsów absolutnie nieistotni.

22 lutego, 2010

Czas przyszły dokonany

Przeglądając regularnie growy newsy łatwo natknąć się na jakieś powtarzalne schematy czy małą regułę, którą znacznie bardziej kewl jest nazywać "trendem". Czasami to miłe sprawy, a czasami mechanizmy brutalnego świata korporacji, ciasnych deadlinów i boxów, przeliczania kasy na kokę i udziały w Dubaju, dźgania nożem niewygodnych programistów i produkcyjnego procesu nad którym piecze mają kopie szefów Dilbertów.


Największe hity już wyszły, fajnie się w nie gra, ale czas przestawić busolę na jakiś istniejący cel. Z marcowym premier najciekawiej zapowiada się Just Cause 2. Wersja alpha, którą ogrywałem w angielskim studiu Eidos, była - bez mała - wyjebana. Świetne zrobione filmiki na YT stale podgrzewają atmosferę i z sequela przeciętnej (a przynajmniej tak ludzie mówio w sieci) jedynki robi się hit.



I co dalej? Gra prawie gotowa, stado graczy (w tym niżej podpisany) napaleni jak Jamajczycy, odliczanie do premiery wspomagane bulgotem śliny... i to najlepszy moment, żeby ogłosić megafatalną decyzję. Otóż, gra nie obsługuje DX9, więc userzy Windowsa XP mogą o graniu pomarzyć. Albo dołożyć kilka stówek do gry i zakupić Vistę lub Siódemkę, poprzedzając instalację gry babraniem się w softwarze, które uwłacza człowiekowi bardziej niż prasowanie koszul.

Ale nie o tym. Tylko o ... szacunku dla gracza? Nie, to brzmi zbyt patetycznie. Może o jakiejś przejrzystości zasad? Wydawca najpierw nakręca wszystkich, że gra fajna, żeby na samym finiszu dodać: "Nie, Ty nie zagrasz". Wiadomo - 90% zysku przyniosą konsole, ale po co w ogóle robienie takiej tajemnicy.

Po co? Bo tak jest łatwiej. Identyczna sytuacja miała miejsca przed premierą Modern Warfare 2. Pamiętacie matchmaking, brak LAN-u i Hitlera? Ci goście od miesięcy wiedzieli czego nie będzie, ale nikt pary nie puścił, żeby przypadkiem te 100 000 maniaków multi, klanowców i n0-life'ów nie zdążyło "ostygnąć", odpuszczając sobie MW2 na rzecz Bad Company 2.

Praktyka co najmniej niepokojąca. DLa PC-towców oczywiście negatywna, bo nie dość, że coś przestaje być "normalne", to jeszcze pomimo wodospadów flame'u, kurew i innych jobów - "wszyscy"tę grę kupili. Czyli zielone światełko dla wolnej amerykanki marketingu i robienia z rynkiem pecetowym co się żywnie podoba.


Tak, mam konsolę i gram na niej, ale nikt mi nie wmówi, że PC to przeszłość i że jest coś wygodniejszego od myszki jeśli chodzi o precyzyjne shootery. I zwyczajnie nie podoba mi się, że jedyną zachętą do grania ma być ten "kij", czyli "kup sobie konsolę albo nowy system" (bo oczywiście DX9 jak najbardziej nadaje się do obsługi nowych gier, co udowodnił Crysis czy Far Cry 2)

28 stycznia, 2010

Multi w MW2 ssie coraz bardziej.

Infinity Ward zrobiło naprawdę wszystko, żeby popsuć sobie opinię u PC-towców. Nie dość, że spaprali banalne sprawy techniczne kasując możliwości, które w multiplayerze były OD ZAWSZE, to jeszcze sam gameplay jest mieszaniną nowych pomysłów z ADHD.

Ja wiedziałem, że tak będzie. Po fatalnych newsach, wiedziałem, że w to nie będzie się grało tak fajnie jak kiedyś. Ale w końcu brak swobody w dobieraniu serwerów można przeboleć, nie? I wiedziałem, że sam gameplay to żyleta. Nowoczesne boje, koszenie przez ściany, non-stop UAV, setki sposobów na wykurzenie kamperów, termowizja, naloty... no jak w amerykańskim filmie.

Mijały kolejne godziny trzaskania po sieci i coś było nie tak. Czy to mój podupadający skill? Zła forma? Kiepska faza? Po części na pewno tak, ale czułem, że jest tu szereg rzeczy naprawdę "nie tak". Minęlo kolejnych kilka godzin i widać jak na dłoni ile rzeczy jest tu "nie tak":

1. Kill-streaki
Pozornie fantastyczna sprawa. Za ciągi killów nabijają się specjalne ataki. A jak wygląda w praktyce? Do pierwszego helikoptera/ostrzału z samolotu. Heli to superbohater - ma megamoc, zabija w sekundę, widzi przez szkło, ściany, blachy, kamienie. Aha - i genialnie rozprawia się ze spawn pointami. Efekt jest taki, że jak wróg zajmie sztab, czasami nie ma fizycznej możliwości jego odbicia. Bo heli zdejmuje mnie pół sekundy po zrespawnowaniu (i wszystkich obok), a właściciel streaka na nowo zbiera pulę fragów i ma po kilku sekundach nowy helikopter do dyspozycji.

2. Padaka
Niektóre mapy pozwalają trochę rozwinąć skrzydła mikro-taktyki, a inne - to esencja growego ADHD. Albo - jak to zauważył Tadek 'Zooltar' - nieudolne naśladowanie Quake'a. Plansze miejskie są niewielkie i tak obfite w detale, że kille lecą nieraz z przysłowiowej dupy. Ktoś się zaszyje w jakimś kąciku, ktoś biega po dachu, ktoś się respawnuje za plecami(!). I z klimatycznego działania faktycznie robi się sprayowanie.

3. Serwery
IWNET to największa żenada w historii shooterów. Pierwsze miesiące "wybaczania" złego działania się skończyły, górę bierze frustracja. Powymyślali kilkanaście z góry narzuconych trybów gier, ale podstawowych opcji czy mapy(!) wybrać nie można. Więc każda gra to zabawa z przypadkową ekipą - wymiatającymi klanami albo lamusami, którzy nie zrozumieli słowa "HQ" i zobaczyli słowa "PRO".

To jedna sprawa. Druga to technikalia. Multi MW2 ma ogromne problemy z działaniem - a to się nie da połączyć z grą, a to bez przerwy dobiera i wyrzuca graczy z kolejki, a to lobby gry się zamyka, a to steam się rozłącza(?), a to wyskakuje jakiś inny kłopot. I tak czekanie na jedną partyjkę może spokojnie skończyć się 10 minutami oczekiwania. 2009 rok? Hello??

6. Lagi!!!
Jak można się dobrze bawić, jeśli zawodzą tak podstawowe podstawy? W MW2 hostem nie jest serwer - wynajmowana przestrzeń dla graczy, która ma służyć temu, żeby wszystkim grało się DOBRZE. Hostem jest gracz - losowo wybierany. Czasami taki, przez którego gra laguje. A czasami host sobie idzie i na kilkanaście sekund gra się zatrzymuje.

To niby wszystko drobiazgi, ale chwilka - czy w shooterach nie chodzi też o jakieś flow? O to, że akcja się ciągnie i ciągnie, a nie jest co chwila przerywana "problemami technicznymi", pomijając średnią mechanikę?

5. Krok w tył LEGENDY
Boli jeszcze jedna rzecz. My nie mamy do czynienia tylko z "dobrze rokującym sobie shooterem" tylko kontynuacją legendy. I kontynuacją Modern Warfare 2, które położyło kamień milowy w historii nowoczesnego multi w fpsach. I seuqel do legendy nie dorósł - wydaje się momentami wręcz przeciętny.

Co będzie dalej? Na MW3 też będziemy czekali przebierając nogami i wyobrażając sobie krainy strzelanych wspaniałości? Czy przejdzie jak blockbustery - głośno reklamowany przed premierą, zapomniany w styczniu kolejnego roku? W sumie mnie to już nie obchodzi - dobrych gier wychodzi na tyle dużo, że brakuje nawet ochoty do rozczulania się nad jedną serią.

Zwłaszcza, że nadchodzi Bad Company 2.

24 stycznia, 2010

Stare, naprawdę dobre czasy.

Tak, są momenty w historii gier - i naszej jako graczy - których nie tylko nie zapomnimy do k0ńca życia, ale i odświeżymy po latach (przez plik *.exe) bez krępującego skonfudowania: "I ja się tym tak kiedyś jarałem?!?"


Wspomnienie na szybko. Medytacja nad podręcznikiem zaowocowała ciągiem skrajnie-nie- związanych-z-tematem I Wojny Światowej ciągów skojarzeń. Jedno z nich brzmi (zajebiście) - "Hej, Maciek powiedział kiedyś coś w języku kultystów z Blooda". Szybkie googlnięcie i 10 minut czasu spożytkowane na poznanie fascynującej historii jakiegoś amerykańskiego Swarożyca i wiernej mu armii truposzów, w legendarnego shootera studia Monolith.

A do tego skrót fabuły. Ok, czemu nie? Szybko okazało się, że każdy epizod jest naszpikowany smaczkami dla fanów horroru. Znawcy filmów i literatury (Ci hardkorowi) po wnikliwym badaniu poziomów odkryją masę easter horror-eagów. Takich typu gadżet na ścianie, "kultowy" (dla całej setki ludzi) tekst, czy jakiś większy obiekt albo całą scenkę (np. nawiązanie do palenia ciała Frankensteina na łajbie w lodowej scenerii).

Nie trzeba być jednak mega-znawcą tematu, żeby tą grą się szczerze zachwycić. Wystarczy kilka minut skakanie kodem po poziomach. Plonący zombie, kopanie czaszek, posługujący się własnym, gotycko-łacińskim(six!) językiem zakapturzeni kultyści? Zwariowany, surrealistyczny pociąg, wesołe miasteczko i dom strachów, XIX-wieczne posiadłości? Srogi miód!



Oczywiste jest, że shootery dziś to mechanika z innej planety. Ile osób wzdrygnie się na myśl, że spędzili kilkadziesiąt godzin bez użycia myszki, reloadu, wychylenia, przybliżenia celowania? A ile uśmiechnie wspominając magiczną SPACJĘ, która otwierała sekretne miejsca od których opadała szczena? Albo paletę broni od 1 do 0?

Dla mnie ta gra wywalczyła sobie nieśmiertelność. MOHAA nie odpalę już nigdy w życiu. Nie będę też więcej wspominał desantu na plaży Omaha jako oszałamiającego przeżycia - już z 5 lat temu zorientowałem się, że ta gra to wirtualny skansen z tabliczką "Zobacz jak wyglądał pierwszy, realistyczny shooter w klimatach IIWŚ" (tak, realistyczny - bez labiryntu z Hitlerem-robotem, alienów i kościotrupów).

A Blood? To symbol innej epoki, jak Duke Nukem 3D, Doom czy Shadow Warrior. Epoki 2D/3D, gdzie poziomy budowało się jak z klocków LEGO. Gdzie zamiast kilkugodzinnej pogoni za trzymającą w napięciu akcją, było 4x dłuższe kluczenie po przegiętych lokacjach w poszukiwaniu naboi, broni, kluczy, wejść, wyjść itd przeplatane masakrą i sączącym się z rozpikselowanych tekstów klimatem.


BTW - języków kultystów naprawdę istnieje: http://blood.wiki-site.com/index.php/Cultist_Language. A zatem... bhuuesco marana malax!

12 listopada, 2009

Reaktywacja nr ?

... czyli "zawsze za mało czasu"


Nie wiem po co i do kogo, ale piszę. A dziś na tapecie nie może być nic bardziej tapetowego jak GTA IV listopada czyli Modern Warfare 2 zwane również na kilka innych sposobów (w tym "gówno" przez fanów rozgrywki multi).

W sumie też jestem załamany tym co te fiuty zrobiły z moją grą jak Infinity Ward wykastrowało mp - nie trzeba być wcale fanboyem ani małoletnim płaczkiem, żeby się wkurzyć, bo tryb wieloosobowy fizycznie przyjął inny kształt. To nowy typ rozgrywki, w marketingowym bełkocie "nowa jakość".

Co nie zmienia faktu, że pograć i tak w to chcę. SP musi być kozackie, MP może być bardzo fajne. Najwyżej gierka pójdzie za 2 tyg. na Allegro.


Gra kupiona, płytka włożona, instalka otworzona... fail zaliczony. Właśnie odpalam (po pól roku?) Steama, żeby ten instalacyjny shit zechciał działać. Oczywiście nie pamiętam hasła, a platforma wygląda na totalnie przeciążoną, pracuje jak żółw i w tym momencie po raz enty odmawia współpracy. Heh - i pomyśleć, że niektórzy myślą o On Live i bzdurają sobie, że to będzie działało.


O, i jak już mogę sobie ponarzekać, to dodam jeszcze gratulacje dla LEM-u - za 1, słownie: j e d e n, egzemplarz gry, który zdołali dostarczyć do naszych redakcji (chociaż w sumie... jak gra się rozeszła tak szybko w milionach egzemplarzy to może się bali, że zabraknie w sklepach jak nam 3 przyślą?). A do tego przyznaję Order Centusia za najoszczędniejszą instrukcję w historii przy najbardziej oczekiwanym fps-ie w historii.

Treść (stronami):
1 - spis treści (hehe :))
2 - klawiszologia
3 - klawiszologii ciąg dalszy + menu główne
4 - hud
5 - kilka dodatkowych informacji
6 - pomoc techniczna bla bla umowa bla bla
7 - bla bla bla ciąg dalszy
8 - i bla bla + pół pustej strony

Wszystko co istotne napisane tak krótko jak się tylko dało (Ding! Dilbert się przypomina), a królem wydania jest screen HUD na którym grafikę z gry zastąpił szary prostokąt! Ciężkie czasy, kto by miał kasę wydawać na tłoczenie czarno-białego obrazka o wymiarach 3x5 cm... jeszcze przy tej niskiej cenie 139zł...


Na teraz to tyle - wolałbym napisać o samej grze, ale Steam mi (mam nadzieję chwilowo) zabrania. Więc chyba powiem MW2 "pa-pa" i zarzucę Borderlandsy.