03 kwietnia, 2010

Primaaprilisowe suchary

Są tacy, którzy 1 kwietnia wykorzystują na zrobienie naprawdę porządnego dowcipu. Kombinują z grafiką, wymyślają fake'i, kręcą wideo - wszystko po to, aby żart był śmieszniejszy albo przekonał, że tak naprawdę nie jest żartem, ale sensacyjną informacją.

Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnął oczywiście Blizzard. I czemu się dziwić - gigantyczna firma zatrudnia kilkuset nerdów, którzy pomiędzy kolejnymi linijkami kodu przechadzają się w alejkach pełnych figurek potworów, więc mogą na jeden dzień oderwać się od pracy i stworzyć nową postać do Diablo III wraz z animacją prezentującą jej skille:




Słynący żartem kraj nadwiślański też nie jest gorszy. Chyba najbardziej w pamięci utkwi mi to co wysmażył GOL ze 2 lata temu. Poinformowali o zapowiedzi nowej gry MMORPG przygotowywanej przez polskie studio dodając z czasem kolejne, enigmatyczne informacje, które na żart nie wyglądały. Akcję zwieńczyło zakulisowe wideo z twórcami, jak się okazało kolejnymi redaktorami GOL-a, którzy w naprawdę niechudy sposób wykładali tajniki fabuły i pomysłów. W tym roku też zresztą źle nie było - http://tvgry.pl/?ID=932



Okej, tyle pochwał. A teraz o sucharach, a tych co roku pojawia się masa utrzymująca się na poziomie średniej gimnazjalnej wkręty. Przepis na suchara: bierzemy BARDZO ZNANY TYTUŁ i dołączamy do niego NIEPRAWDOPODOBNĄ INFORMACJĘ! No to jedziemy z przeglądem tegorocznych słabiaków:

- antyczny polski shooter Pył będzie na PS3
- Sony zapowiada grę online o Smurfach
- seria The Sims zostanie anulowana ze względu na kontrowersje
- Twócy GTA na krawędzi (choć wspomnienie o "brytyjskim oddziale polskiego magazynu Top Secret" jest jeszcze niezłe)
- OnLive w abonamencie z Neostradą
- Pan Tadeusz w wersji krwawej (i piękne artworki do tego: okładka filmu z czerwonym filtrem + szkic z książki z wklejonym iPodem).
- cena gry w sklepie wynosząca 9999999 zł
- Nintendo zapowiada gry na iPada z opcją cross-platformowego online'u

i mój ulubiony:

- Modern Warfare 3 stworzy City Interactive - iksde, iksde, iksde11!!!1one!one1!!


Po przeczytaniu kilku napisałem na swoim blipie "Czekam na "Znamy datę premiery DNF". Cóż, po 20 minutach znalazłem na FilesPlanet demo nowej odsłony księcia.

Nie, nie będzie pointy "kiedyś było lepiej" albo "połamałem sobie zęby na sucharach" (to by zahaczało, bez mała, o 'beton'). Ale fajniej byłoby widzieć mniej, a konkretniej




PS
Autorzy nieśmiesznych newsów absolutnie nieistotni.

22 lutego, 2010

Czas przyszły dokonany

Przeglądając regularnie growy newsy łatwo natknąć się na jakieś powtarzalne schematy czy małą regułę, którą znacznie bardziej kewl jest nazywać "trendem". Czasami to miłe sprawy, a czasami mechanizmy brutalnego świata korporacji, ciasnych deadlinów i boxów, przeliczania kasy na kokę i udziały w Dubaju, dźgania nożem niewygodnych programistów i produkcyjnego procesu nad którym piecze mają kopie szefów Dilbertów.


Największe hity już wyszły, fajnie się w nie gra, ale czas przestawić busolę na jakiś istniejący cel. Z marcowym premier najciekawiej zapowiada się Just Cause 2. Wersja alpha, którą ogrywałem w angielskim studiu Eidos, była - bez mała - wyjebana. Świetne zrobione filmiki na YT stale podgrzewają atmosferę i z sequela przeciętnej (a przynajmniej tak ludzie mówio w sieci) jedynki robi się hit.



I co dalej? Gra prawie gotowa, stado graczy (w tym niżej podpisany) napaleni jak Jamajczycy, odliczanie do premiery wspomagane bulgotem śliny... i to najlepszy moment, żeby ogłosić megafatalną decyzję. Otóż, gra nie obsługuje DX9, więc userzy Windowsa XP mogą o graniu pomarzyć. Albo dołożyć kilka stówek do gry i zakupić Vistę lub Siódemkę, poprzedzając instalację gry babraniem się w softwarze, które uwłacza człowiekowi bardziej niż prasowanie koszul.

Ale nie o tym. Tylko o ... szacunku dla gracza? Nie, to brzmi zbyt patetycznie. Może o jakiejś przejrzystości zasad? Wydawca najpierw nakręca wszystkich, że gra fajna, żeby na samym finiszu dodać: "Nie, Ty nie zagrasz". Wiadomo - 90% zysku przyniosą konsole, ale po co w ogóle robienie takiej tajemnicy.

Po co? Bo tak jest łatwiej. Identyczna sytuacja miała miejsca przed premierą Modern Warfare 2. Pamiętacie matchmaking, brak LAN-u i Hitlera? Ci goście od miesięcy wiedzieli czego nie będzie, ale nikt pary nie puścił, żeby przypadkiem te 100 000 maniaków multi, klanowców i n0-life'ów nie zdążyło "ostygnąć", odpuszczając sobie MW2 na rzecz Bad Company 2.

Praktyka co najmniej niepokojąca. DLa PC-towców oczywiście negatywna, bo nie dość, że coś przestaje być "normalne", to jeszcze pomimo wodospadów flame'u, kurew i innych jobów - "wszyscy"tę grę kupili. Czyli zielone światełko dla wolnej amerykanki marketingu i robienia z rynkiem pecetowym co się żywnie podoba.


Tak, mam konsolę i gram na niej, ale nikt mi nie wmówi, że PC to przeszłość i że jest coś wygodniejszego od myszki jeśli chodzi o precyzyjne shootery. I zwyczajnie nie podoba mi się, że jedyną zachętą do grania ma być ten "kij", czyli "kup sobie konsolę albo nowy system" (bo oczywiście DX9 jak najbardziej nadaje się do obsługi nowych gier, co udowodnił Crysis czy Far Cry 2)

28 stycznia, 2010

Multi w MW2 ssie coraz bardziej.

Infinity Ward zrobiło naprawdę wszystko, żeby popsuć sobie opinię u PC-towców. Nie dość, że spaprali banalne sprawy techniczne kasując możliwości, które w multiplayerze były OD ZAWSZE, to jeszcze sam gameplay jest mieszaniną nowych pomysłów z ADHD.

Ja wiedziałem, że tak będzie. Po fatalnych newsach, wiedziałem, że w to nie będzie się grało tak fajnie jak kiedyś. Ale w końcu brak swobody w dobieraniu serwerów można przeboleć, nie? I wiedziałem, że sam gameplay to żyleta. Nowoczesne boje, koszenie przez ściany, non-stop UAV, setki sposobów na wykurzenie kamperów, termowizja, naloty... no jak w amerykańskim filmie.

Mijały kolejne godziny trzaskania po sieci i coś było nie tak. Czy to mój podupadający skill? Zła forma? Kiepska faza? Po części na pewno tak, ale czułem, że jest tu szereg rzeczy naprawdę "nie tak". Minęlo kolejnych kilka godzin i widać jak na dłoni ile rzeczy jest tu "nie tak":

1. Kill-streaki
Pozornie fantastyczna sprawa. Za ciągi killów nabijają się specjalne ataki. A jak wygląda w praktyce? Do pierwszego helikoptera/ostrzału z samolotu. Heli to superbohater - ma megamoc, zabija w sekundę, widzi przez szkło, ściany, blachy, kamienie. Aha - i genialnie rozprawia się ze spawn pointami. Efekt jest taki, że jak wróg zajmie sztab, czasami nie ma fizycznej możliwości jego odbicia. Bo heli zdejmuje mnie pół sekundy po zrespawnowaniu (i wszystkich obok), a właściciel streaka na nowo zbiera pulę fragów i ma po kilku sekundach nowy helikopter do dyspozycji.

2. Padaka
Niektóre mapy pozwalają trochę rozwinąć skrzydła mikro-taktyki, a inne - to esencja growego ADHD. Albo - jak to zauważył Tadek 'Zooltar' - nieudolne naśladowanie Quake'a. Plansze miejskie są niewielkie i tak obfite w detale, że kille lecą nieraz z przysłowiowej dupy. Ktoś się zaszyje w jakimś kąciku, ktoś biega po dachu, ktoś się respawnuje za plecami(!). I z klimatycznego działania faktycznie robi się sprayowanie.

3. Serwery
IWNET to największa żenada w historii shooterów. Pierwsze miesiące "wybaczania" złego działania się skończyły, górę bierze frustracja. Powymyślali kilkanaście z góry narzuconych trybów gier, ale podstawowych opcji czy mapy(!) wybrać nie można. Więc każda gra to zabawa z przypadkową ekipą - wymiatającymi klanami albo lamusami, którzy nie zrozumieli słowa "HQ" i zobaczyli słowa "PRO".

To jedna sprawa. Druga to technikalia. Multi MW2 ma ogromne problemy z działaniem - a to się nie da połączyć z grą, a to bez przerwy dobiera i wyrzuca graczy z kolejki, a to lobby gry się zamyka, a to steam się rozłącza(?), a to wyskakuje jakiś inny kłopot. I tak czekanie na jedną partyjkę może spokojnie skończyć się 10 minutami oczekiwania. 2009 rok? Hello??

6. Lagi!!!
Jak można się dobrze bawić, jeśli zawodzą tak podstawowe podstawy? W MW2 hostem nie jest serwer - wynajmowana przestrzeń dla graczy, która ma służyć temu, żeby wszystkim grało się DOBRZE. Hostem jest gracz - losowo wybierany. Czasami taki, przez którego gra laguje. A czasami host sobie idzie i na kilkanaście sekund gra się zatrzymuje.

To niby wszystko drobiazgi, ale chwilka - czy w shooterach nie chodzi też o jakieś flow? O to, że akcja się ciągnie i ciągnie, a nie jest co chwila przerywana "problemami technicznymi", pomijając średnią mechanikę?

5. Krok w tył LEGENDY
Boli jeszcze jedna rzecz. My nie mamy do czynienia tylko z "dobrze rokującym sobie shooterem" tylko kontynuacją legendy. I kontynuacją Modern Warfare 2, które położyło kamień milowy w historii nowoczesnego multi w fpsach. I seuqel do legendy nie dorósł - wydaje się momentami wręcz przeciętny.

Co będzie dalej? Na MW3 też będziemy czekali przebierając nogami i wyobrażając sobie krainy strzelanych wspaniałości? Czy przejdzie jak blockbustery - głośno reklamowany przed premierą, zapomniany w styczniu kolejnego roku? W sumie mnie to już nie obchodzi - dobrych gier wychodzi na tyle dużo, że brakuje nawet ochoty do rozczulania się nad jedną serią.

Zwłaszcza, że nadchodzi Bad Company 2.

24 stycznia, 2010

Stare, naprawdę dobre czasy.

Tak, są momenty w historii gier - i naszej jako graczy - których nie tylko nie zapomnimy do k0ńca życia, ale i odświeżymy po latach (przez plik *.exe) bez krępującego skonfudowania: "I ja się tym tak kiedyś jarałem?!?"


Wspomnienie na szybko. Medytacja nad podręcznikiem zaowocowała ciągiem skrajnie-nie- związanych-z-tematem I Wojny Światowej ciągów skojarzeń. Jedno z nich brzmi (zajebiście) - "Hej, Maciek powiedział kiedyś coś w języku kultystów z Blooda". Szybkie googlnięcie i 10 minut czasu spożytkowane na poznanie fascynującej historii jakiegoś amerykańskiego Swarożyca i wiernej mu armii truposzów, w legendarnego shootera studia Monolith.

A do tego skrót fabuły. Ok, czemu nie? Szybko okazało się, że każdy epizod jest naszpikowany smaczkami dla fanów horroru. Znawcy filmów i literatury (Ci hardkorowi) po wnikliwym badaniu poziomów odkryją masę easter horror-eagów. Takich typu gadżet na ścianie, "kultowy" (dla całej setki ludzi) tekst, czy jakiś większy obiekt albo całą scenkę (np. nawiązanie do palenia ciała Frankensteina na łajbie w lodowej scenerii).

Nie trzeba być jednak mega-znawcą tematu, żeby tą grą się szczerze zachwycić. Wystarczy kilka minut skakanie kodem po poziomach. Plonący zombie, kopanie czaszek, posługujący się własnym, gotycko-łacińskim(six!) językiem zakapturzeni kultyści? Zwariowany, surrealistyczny pociąg, wesołe miasteczko i dom strachów, XIX-wieczne posiadłości? Srogi miód!



Oczywiste jest, że shootery dziś to mechanika z innej planety. Ile osób wzdrygnie się na myśl, że spędzili kilkadziesiąt godzin bez użycia myszki, reloadu, wychylenia, przybliżenia celowania? A ile uśmiechnie wspominając magiczną SPACJĘ, która otwierała sekretne miejsca od których opadała szczena? Albo paletę broni od 1 do 0?

Dla mnie ta gra wywalczyła sobie nieśmiertelność. MOHAA nie odpalę już nigdy w życiu. Nie będę też więcej wspominał desantu na plaży Omaha jako oszałamiającego przeżycia - już z 5 lat temu zorientowałem się, że ta gra to wirtualny skansen z tabliczką "Zobacz jak wyglądał pierwszy, realistyczny shooter w klimatach IIWŚ" (tak, realistyczny - bez labiryntu z Hitlerem-robotem, alienów i kościotrupów).

A Blood? To symbol innej epoki, jak Duke Nukem 3D, Doom czy Shadow Warrior. Epoki 2D/3D, gdzie poziomy budowało się jak z klocków LEGO. Gdzie zamiast kilkugodzinnej pogoni za trzymającą w napięciu akcją, było 4x dłuższe kluczenie po przegiętych lokacjach w poszukiwaniu naboi, broni, kluczy, wejść, wyjść itd przeplatane masakrą i sączącym się z rozpikselowanych tekstów klimatem.


BTW - języków kultystów naprawdę istnieje: http://blood.wiki-site.com/index.php/Cultist_Language. A zatem... bhuuesco marana malax!

12 listopada, 2009

Reaktywacja nr ?

... czyli "zawsze za mało czasu"


Nie wiem po co i do kogo, ale piszę. A dziś na tapecie nie może być nic bardziej tapetowego jak GTA IV listopada czyli Modern Warfare 2 zwane również na kilka innych sposobów (w tym "gówno" przez fanów rozgrywki multi).

W sumie też jestem załamany tym co te fiuty zrobiły z moją grą jak Infinity Ward wykastrowało mp - nie trzeba być wcale fanboyem ani małoletnim płaczkiem, żeby się wkurzyć, bo tryb wieloosobowy fizycznie przyjął inny kształt. To nowy typ rozgrywki, w marketingowym bełkocie "nowa jakość".

Co nie zmienia faktu, że pograć i tak w to chcę. SP musi być kozackie, MP może być bardzo fajne. Najwyżej gierka pójdzie za 2 tyg. na Allegro.


Gra kupiona, płytka włożona, instalka otworzona... fail zaliczony. Właśnie odpalam (po pól roku?) Steama, żeby ten instalacyjny shit zechciał działać. Oczywiście nie pamiętam hasła, a platforma wygląda na totalnie przeciążoną, pracuje jak żółw i w tym momencie po raz enty odmawia współpracy. Heh - i pomyśleć, że niektórzy myślą o On Live i bzdurają sobie, że to będzie działało.


O, i jak już mogę sobie ponarzekać, to dodam jeszcze gratulacje dla LEM-u - za 1, słownie: j e d e n, egzemplarz gry, który zdołali dostarczyć do naszych redakcji (chociaż w sumie... jak gra się rozeszła tak szybko w milionach egzemplarzy to może się bali, że zabraknie w sklepach jak nam 3 przyślą?). A do tego przyznaję Order Centusia za najoszczędniejszą instrukcję w historii przy najbardziej oczekiwanym fps-ie w historii.

Treść (stronami):
1 - spis treści (hehe :))
2 - klawiszologia
3 - klawiszologii ciąg dalszy + menu główne
4 - hud
5 - kilka dodatkowych informacji
6 - pomoc techniczna bla bla umowa bla bla
7 - bla bla bla ciąg dalszy
8 - i bla bla + pół pustej strony

Wszystko co istotne napisane tak krótko jak się tylko dało (Ding! Dilbert się przypomina), a królem wydania jest screen HUD na którym grafikę z gry zastąpił szary prostokąt! Ciężkie czasy, kto by miał kasę wydawać na tłoczenie czarno-białego obrazka o wymiarach 3x5 cm... jeszcze przy tej niskiej cenie 139zł...


Na teraz to tyle - wolałbym napisać o samej grze, ale Steam mi (mam nadzieję chwilowo) zabrania. Więc chyba powiem MW2 "pa-pa" i zarzucę Borderlandsy.

08 lipca, 2009

Anno 1404 jest niezłe? Nie, raczej fantastyczne.

Strategii w ciągu roku wychodzi MASA. Nikt_z_nas tego nie kontroluje, bo minęły czasy kiedy jarało się każdym klonem Age of Empires, miało się więcej czasu... (i powiedzmy sobie szczerze - kiedy było mniej blockbusterów, a nie tak jak teraz - od pytki topowych gier akcji i to praktycznie tylko je się reklamuje). Niemniej jednak one są i czasami o którejś robi się głośno.

Raz sequel legendarnego Total Wara, któremu chcąc-nie chcąc, grając-nie grając, lubiąc-nie lubiąc itd itp to trzeba mu oddać należny hołd, inny raz nowa gra od Relic... która ze strategią ma wspólne stawianie ew. budynków, a reszta to jakiś izometryczny shooter z elementami RPG.... i bla bla bla.... ogólnie fuzja gatunkowa. A dziś?

Plan 5-godzinny zamienił się we "from dusk till dawn"

A dziś Anno 1404. Tzn nie, że dziś wyszło, ale dziś na celowniku. Ktoś grał? A ktoś słyszał? O, w to szybciej uwierzę. Wyszło takie coś ponad 10 lat temu. Takie coś, co w ówczesnym świecie niewielkiej palety kolorów, miejsca do rozgrywki o wielkości osiedlowego podwórka i generalnego łączenia wirtualności z wyobraźnią, która dużo dopowiadała, było magiczne!!! Kolejna część była jeszcze bardziej przeznaczona dla maniaków gatunku, a potem nastąpiła roszada wydawnicza, grę przejął nowy producent i nowy wydawca... efektem było fajne, dobre i popularne Anno 1701, a wnioski z jego wydania nazywają się... Anno 1404.


To strategia w której odnaleźli się "wszyscy". To znaczy - taki ja, wyjadacz serii, który od razu przystąpił do swobodnej gry i zaczął sklejać gigantyczne miasta. I np. Wiktor z Gamezilli, który RTS-ów generalnie nie jada. W ogóle. I okazało się, że fajnie podana kampania, w której budowanie i ekonomia przeplatane jest z RPG-owym wykonywaniem zleceneń z wczuwaniem się w opowiadaną historię, jak najbardziej się sprawdza.





Aby podzielić się radosnymi doznaniami zebraliśmy się w naszym studio przypadkową ekipą jako zespół profesjonalistów i powiedzieliśmy... co było do powiedzenia:
http://www.gamezilla.pl/content/wideo-anno-1404-pierwsze-wrazenia-wciaga-jak-bagno

22 czerwca, 2009

Ja o Risenie - wywiad na Gamezilli

Jako jedyny-jarający-się-Gothiciem-człowiek-w-redakcji szybko stałem się ekspertem od tematu. Po fali bombardowania sieci przez Piranha Bytes in-game filmikami z Risena mieliśmy już w planach (i realizacji) pomysł na wywiado-analizę, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że było tam za mało mięcha i czekam na poważną okazję. I taka się trafiła.

Mając nieprzerwany status jedynego-Polaka-z-Polski-który-grał-w-Risena nawijam przez jakeis 7 minut o tym co widziałem i co wyklikałem: http://www.gamezilla.pl/content/risen-bedzie-jak-stare-gothiki-nasz-czlowiek-juz-gral



Więcej opisu oczywiście w formie literek w PLAYu... a kto wie co się jeszcze może pojawić :).

21 czerwca, 2009

"Oblivion jest cienki" i spojrzenie w przyszłość

Prowokacyjny temat na GOLu ("Stara szkoła vs Nowa szkoła, czyli które RPG są lepsze...") skłonił mnie do szybkiego zastanowienia się czego tak naprawdę szukam dziś w RPG i czemu nie odpalam starszych.

Także tych "starszych", które wyszły w przeciągu kilku ostatnich lat i w mojej świadomości nadal są jakimś wyznacznikiem nowoczesnego grania. Mowa tu przede wszystkim o Oblivionie, wokół którego premiery i okresu przedpremierowego panowało totalne s z a l e ń s t w o ! ! ! Ja też się napaliłem, nabyłem kolekcjonerkę, ale gra szybko poszła w odstawkę... nawet zakup lepszego sprzętu nie skołnił mnie do spędzania w tej grze dni i nocy. Po tych kilku latach powód tego wydaje mi się prosty, co wyraziłem we wspomnianym wątku:

Na dłuższą metę zawiedziony jestem Oblivionem - początkowa, zbiorowa fascynacja może być porównana do zachłyśnięcia się niespotykanymi (trójwymiarowymi) swobodami w Far Cry'u. Liczyłem, że TES IV będzie dalece bardziej absorbujący. Jednak fabuła "z grubej rury" i side-qeusty nie dające widzialnych korzyści w statsach czy wyposażeniu bohatera chyba skutecznie mnie zniechęciły.

Dokładnie tak. W PLAY-owym tekście o Risenie wspomniałem nawet o "oblivionwej anarchii". Bo tak w zasadzie najciekawsze dla mnie było podziwianie niesamowitej grafiki i łażenie pomiędzy sub-lokacjami w poszukiwaniu side-questów. Tylko tradycyjnie robienie tych zadań jakoś zaznajamia nas z okolicą, jej mieszkańcami - zyskujemy przyjaciół, większą wiedzę, rzadkie przedmioty i nabijamy expa czy mieszek.

Kraina Dawna i Nieprawdy


A tutaj? Bida z nędzą. Quest z wioską niewidzialnych ludzi był przefantastyczny. Ale może sobie być nawet 10 podobnych, tylko co ja z tego mam? Dobrą broń mogę na początku nakraść, a godziny poszukiwań i walki nie zamieniły początkowych skilli w muskuły prawdziwego wojownika.

Pogoń za fabułą też mi się nie spodobała - co to za gra, gdzie po chwili wiadomo kto jest królem, a po kolejnej chwili trzeba prowadzić hardkorowy bój, który tradycyjnie zarezerwowany jest na jakieś późniejsze, kulimnacyjne momenty fabuły. Nie wspomnę już o wstąpieniu do elitarnej gildii, która nie zmieniła specjalnie mojej pozycji wobec otaczającego świata.


Uświadomienie sobie tej przerażającej prawdy o iluzorycznym zachwycie złotem błyszczącym tylko z wierzchu [:o] chyba jeszcze bardziej pozytywnie nastraja mnie do do Risena... i jeszcze wyżej kładzie mu poprzeczkę. Ale też, żeby nie popadać w jakiś marazm bez/nadzieję - czy ktoś obserwował jak szybko znika z półek sklepowych Empire: Total War? Bo ja zauważyłem, że sprzedawał się jak świeże bułeczki. A to cholernie dobry znak! Swiadczy dla mnie o tym, że dehardkoryzacja wcale nie jest regułą. Skoro ta nieprosta i czasochłonna strategia znalazła szerokie grono odbiorców, można liczyć na to, że i w innych gatunkach nastąpi renesans albo przejedzenie się krótkim czasem gry w single-player.

Nie czekam na Dragon Age: Origins, ale życzę mu powodzenia... i wyczekuję quasi-następców.

17 czerwca, 2009

Nowy PLAY w kioskach!!!1!!1!one1!

A w nim stuff gorący jak dzisiejszy silnik mojego płomienistego Huntera w Burnout'cie.


Po pierwsze, po drugie i po trzecie - RISEN!!! Jako jedyni w Polsce zostaliśmy zaproszeni na pokaz gry, gdzie mogliśmy godzinami gadać z twórcami i, co najważniejsze, dorwać się do klawiatury, a przed nami była jak najbardziej grywalna (i zaawansowana!) wersja Risena. Zaskoczenie było i jednym i drugim, bo łazić po risenowym świecie można było całkiem sporo i w dodatku nie witały nas z każdej strony bugi.

Fanów pewnie ucieszy to, że grę ogrywał... też fan poprzednich dzieł firmy - pierwszych dwóch Gothiców (mówią na niego b-side albo jakoś tak). Byłem był konkretnie podjarany i chyba przelał to całkiem konkretnie na papier (plus high-levelowe rewelacje, których niestety nie pokazali).


Ale na tych 4 stronkach się nie kończy. Drugim kozakiem jest reportażo-JużGrane z Modern Warfare 2 (a to już pisał Cubi). Część mogła już się natknąć na ten ekskluzywny (a co) tekst w wydanym ostatnio KŚG, wersja PLAY-owa jest wzbogacone o jeszcze nowsze info.

Kończąc powoli peany, powtórnie zrobię sobie prywatę i zalecę reckę Anno 1404 - kolejna gra z mojej kochanej serii. Niestety ma jedną wadę - cholernie wciąga! I w ogóle jest jakaś za dobra.
Jest jeszcze recka Simsów 3, gry, która pobiła rekord popularności w Polsce... i która w moim oku g33ka wymięka przy opcji zakładania nowych kolonii i rozładowywania ładowni statków.


Na deser kącik Z Okopu i dwie smaczne półoweczki - połówkowo urzekający Odlot (znany też jako Up... tak, ten film Pixara, który pojawi się u nas pół roku po światowej premierze) i kolejni Włatcy Móch, czyli historia o tym jak Nicolas Games ściągnął internet na CD (not this time Chuck!) <--- okazało się, że z przyczyn technicznych ta fantastyczna recenzja zostanie przełożona do kolejnego numeru... jest więcej pół teasera... a ja się za miesiąc pomęczę z robieniem równie śmiesznego opisu moich wypocin.

Na DVD: Restaurant Empire II (polska premiera!), FlatOut 2 (powtarzając wypowedź Yoghurta z Kosmicznych Jaj o miotaczu ognia: "Dzieciaki to uwielbiają") i Last Chaos (+40 goldz, ładny pieniądz na dobry item na start).


PEŁEN SPIS TREŚCI TU!

16 czerwca, 2009

Dziennikarstwo a PR?

Wyjątkowo mało się rozpiszę, a pozwolę sobie przemówić ustami innych.


Uważni, sieciowi beholderzy i lurkerzy* zdążyli zaobserwować pojawienie się nowego "gracza" wśród portali o grach - What2Play. Serwis to mocno spóźniona reakcja Cenegi na gram.pl CD Projektu. Niemniej jednak wejście mocne, bo zamiast rozbudowanego lay outu, potoku newsów, niepotrzebnych opcji i wypowiedzi graczy jest zgrabny zbiór "świeżości" i materiałów video.

Trudno mieć tu jakieś złudzenia. Portal powstał jako przybudówka dystrybutora i chociaż nie pomija żadnych, głośnych premier, skupia się na reklamie gier Cenegi czy robieniu wywiadów o jakichś niszowych tytułach (Captain Blood... czy poza fanami gier-zombie ktoś wie co to jest?).

Ostatnio jednak udało się jego redakcji przekroczyć cienką granicę i zamienić uprawianie gamingowego dziennikarstwa na robienie pola PR-owcom. W roli głównej programu - zalety i zalety serii Premium Games



Jaka jest rola PR-owców w świecie graczy - rzecz jasna. Są odpowiedzialny za hype wokół gier i masę pomniejszych, niewidzialnych dla nas rzeczy. Można też z nimi pogadać o sytuacji na rynku... ale o grach? Przecież to jasne, że muszą schlebiać "swoim" grom. Za to im płacą.

Wyszło coś w stylu - "przychodzi Cenega do Cenegi i mówi: mamy same świetne gry!". Że to nie jest w porządku - wiadomo. Ale jakie mogą być tego skutki w przyszłości? O tym pogadali ostatnio Wiktor Cegła (sweter) i Krooger w cyklu Siemasz Wiktor:


Panowie momentami ostro jadą, ale trudno tu kryć prawdę - kto z graczy chce, aby pod no-name'ową przykrywką wciskano im do głów marketing w najczystszej postaci? O Premium Games równie dobrze możnaby przeprowadzić rozmowę na luzie, zahaczając o tematy rynkowe, o zawartość gier (a nie samego pudełka)... i w końcu wlepić znaczek "Cenega Poland".



*ostatnio miałem sesję z grami-dinozaurami, więc pozwoliłem sobie na nomenkaturę z HoM&M i Starcrafta (ha ha ha)