A przynajmniej nie w takim stopniu, jak by "wymagała" tego premiera jednej z najbardziej oczekiwanych gier w historii. Winne jest temu zarówno Diablo, jak i Blizzard. Czemu?
Jaka jest gra każdy widzi. Była beta, nie zrobiła specjalnego wrażenia na wielu osobach. Trudno się dziwić. Od czasów Diablo II gatunek hack'n'slashy rozwinął się przepotężnie i można odnieść wrażenie, że trzecia część gry wyłącznie kumuluje pomysły konkurencji. I w dodatku niespecjalnie przekonuje nas, że zrobi to w faktycznie epicki sposób.
Drugim winowajcą jest firma, która przeciąga strunę do niesamowitych granic. W czasach, gdy swoją premierę miały Warcraft III i World of Warcraft, Blizzard mógł spokojnie skupiać uwagę mediów i userów tylko na swoich grach. Dziś jest zbyt dużo gigantycznych marek i wielkich premier, żeby rozciągane przez kilka lat newsy o świeżo ujawnionym skillu, przedmiocie, nowym screenshocie i 30-sekundowym filmiku miały jakąkolwiek siłę przebicia.
Kiedy latem 2009 pisałem duży, 6-stronnicowy artykuł do KŚG ze zbiorczymi informacjami o Diablo 3, pomyślałem "to będzie super gra - czekam na nią". Od tego czasu wyszły dziesiątki świetnych produkcji, mi h'n'sy zaczęły wychodzić bokiem po takim np. Torchlighcie, i do premiery D3 podchodzę tak samo jak do każdej innej premiery dużej gry.
Trochę to przykre, bo Blizzard wyraźnie rozmienił się na drobne. Ma gigantyczną firmę, która zajmuje się odcinaniem kuponów. Robi to doskonale, ale to nadal odcinanie kuponów. Szkoda, bo jeszcze niedawno byli growymi trendsetterami.
g4m3z - My Third Life
UberInfo i growe retro.spekcje
06 maj, 2012
19 kwiecień, 2012
Marzenie...
W mediach, z którymi od kilku lat współpracuję, robiłem już, jako dziennikarz, prawie wszystko (tak mi się wydaje) - od pisania newsów, zapowiedzi i recenzji przez teksty rynkowe, publicystyczne i rankingi po tak fajne sprawy jak relacje z zagranicznych imprez czy hands-onów, czyli przedpremierowych pokazów gier z możliwością zagrania. Absolutnie żadna z tych czynności mi się nie znudziła, ale ostatnio dotarło do mnie, że praca, którą właśnie wykonuje, jest jedną z "brakujących do kompletu". Jedną z tych o której marzy każdy gracz-pasjonat - poradnik do RPG!
To naprawdę fajne uczucie. Kiedyś z podziwem patrzyłem na tego typu wydawnictwa, a już z lekką zazdrością na te pisane przez bardziej doświadczonych kolegów po fachu, jak np. opasłe tomiszcze dogłębnie opisujące tajemnice Obliviona, napisane przez Krzyśka Gonciarza, czy jeszcze obszerniejsze oficjalne polskie tłumaczenie Prima Guide GTA IV, za które odpowiedzialne był głównie Cubituss. W międzyczasie miałem okazję pisać krótsze solucje do Komputer Świata GRY, fotografować "świat" na potrzeby oficjalnego poradnika Wiedźmina 2 czy zająć się większością przewodnika po świecie The Sims 3. Żadna z tych prac nie dawała mi jednak ani takiej swobody, ani takiej radochy, jak obecnie wykonywana.
A jest to oficjalny poradnik do gry Risen 2. Znajdziecie go w każdej edycji na PC i, co mogę innego dodać, liczę, że okaże się przydatny.
To naprawdę fajne uczucie. Kiedyś z podziwem patrzyłem na tego typu wydawnictwa, a już z lekką zazdrością na te pisane przez bardziej doświadczonych kolegów po fachu, jak np. opasłe tomiszcze dogłębnie opisujące tajemnice Obliviona, napisane przez Krzyśka Gonciarza, czy jeszcze obszerniejsze oficjalne polskie tłumaczenie Prima Guide GTA IV, za które odpowiedzialne był głównie Cubituss. W międzyczasie miałem okazję pisać krótsze solucje do Komputer Świata GRY, fotografować "świat" na potrzeby oficjalnego poradnika Wiedźmina 2 czy zająć się większością przewodnika po świecie The Sims 3. Żadna z tych prac nie dawała mi jednak ani takiej swobody, ani takiej radochy, jak obecnie wykonywana.
A jest to oficjalny poradnik do gry Risen 2. Znajdziecie go w każdej edycji na PC i, co mogę innego dodać, liczę, że okaże się przydatny.
09 styczeń, 2012
Cargo 3 - za dużo i za mało naraz
Do sieci wpadł pierwszy regularny trailer zajawiający "kolejnego polskiego Dead Space'a" - Cargo 3. To żadna złośliwość, ale Polacy wyraźnie kręcą się wokół tematu thrillerów science-fiction. Najwyraźniej odkryto, że wspomniany Dead Space to nie taka znowu nisza, a że konkurencje ma słabą, to można coś w tym temacie zdziałać (czyt. - zrobić grę w podobnym stylu). I dobrze. Gorzej, że sposób w jaki startuje promocja jest mocno niedopracowany:
Trailer zaczyna się prawidłowo - szepty przemieszane z warczeniem stylizowanym na 8 bitów i analogowe syntezatory dobrze budują nastrój i są patentem na topie. Wjazd kolejno przebijanych klatek z podkładem ciężkiego dubstepu to też fajne uderzenie w obecną pop-modę (na pewno brzmi 10x lepiej niż elektroniczne pierdzenie z Battlefielda 3). Problem zaczyna się dalej...
Dobre wideo powinno pokazywać albo odpowiednio dużo (wersja sycąca) albo odpowiednio mało (wersja "chcę więcej!"). Cargo 3 niestety nie mieści się w żadnej z wersji i przez prawie minutę męczy nas JEDNYM potworem i jego JEDNĄ sekwencją animacji. Tylko tło się zmienia. Po kilku powtórzonych frazach mam wrażenie jakbym widział fanowski filmik, gdzie autor posklejał różne elementy i powtarza je w kółko, byle nagrywka była dłuższa.
Wolałbym zobaczyć o połowę krótszy trailer, który pozwoliłby ledwie liznąć klimat i zostawiałby usera z mocnym poczuciem niedosytu przemieszanym z ostrym biciem serca. A tak ani to straszne, ani intrygujące.
btw - gratuluję świetnych tagów! Jestem przekonany, że wszyscy fani survival-horrorów poszukują nowych produkcji wpisując w wyszukiwarce "widescreen".
edit - i miło widzieć, że po czasie ktoś jednak je zmienił :)
Trailer zaczyna się prawidłowo - szepty przemieszane z warczeniem stylizowanym na 8 bitów i analogowe syntezatory dobrze budują nastrój i są patentem na topie. Wjazd kolejno przebijanych klatek z podkładem ciężkiego dubstepu to też fajne uderzenie w obecną pop-modę (na pewno brzmi 10x lepiej niż elektroniczne pierdzenie z Battlefielda 3). Problem zaczyna się dalej...
Dobre wideo powinno pokazywać albo odpowiednio dużo (wersja sycąca) albo odpowiednio mało (wersja "chcę więcej!"). Cargo 3 niestety nie mieści się w żadnej z wersji i przez prawie minutę męczy nas JEDNYM potworem i jego JEDNĄ sekwencją animacji. Tylko tło się zmienia. Po kilku powtórzonych frazach mam wrażenie jakbym widział fanowski filmik, gdzie autor posklejał różne elementy i powtarza je w kółko, byle nagrywka była dłuższa.
Wolałbym zobaczyć o połowę krótszy trailer, który pozwoliłby ledwie liznąć klimat i zostawiałby usera z mocnym poczuciem niedosytu przemieszanym z ostrym biciem serca. A tak ani to straszne, ani intrygujące.
btw - gratuluję świetnych tagów! Jestem przekonany, że wszyscy fani survival-horrorów poszukują nowych produkcji wpisując w wyszukiwarce "widescreen".
edit - i miło widzieć, że po czasie ktoś jednak je zmienił :)
20 grudzień, 2011
Żarty z Polaków w Iron Brigade
Kolejna gra bierze nas na celowik śmiechu. Tym razem żarty można wybaczyć, bo stoi za nimi studio Double Fine - mistrzowie przegięcie i dobrego smaku w jednym.
Iron Brigade to najnowsza produkcja legendarnego już studia Double Fine, założonego przez jeszcze bardziej legendarnego Tima Schafera. Zespół miał na koncie świetne Psychonauts i metalową epopeję Brutal Legend, ale ostatnio wziął się za tworzenie mniejszych gierek przeznaczonych do cyfrowej dystrybucji. Iron Brigade przedstawia mocno zabawną i mocno alternatywną wizję świata tuż po I wojnie światowej. Wśród dostępnych postaci nie mogło zabraknąć Polaka robi za wiejskiego głupka.
Józef Kowalski - imię dziwne, w sam raz dla Polaka, plus świetnie znane w Stanach nazwisko. Przyjrzyjmy się ciekawszym punktom ze skróconego życiorysowi rodaka:
-"Got a BB gun for his third birthday" - dostał pistolet na kulki na trzecie urodziny.
- "Eats Polish sausage for every meal" - zjada kiełbasę na każdy posiłek.
- "Did a stand-up routine at his uncle's funeral" - opowiadał kawały na pogrzebie swojego wujka
- "Runs a black market business on the side" - robi nielegalne interesy na boku
Słowem - wesoły dzikus. Po przejściu tutoriala pada również tekst o tym, że ciasne, blaszane pudła przypominają mu kraj. Zanim zaczniemy się burzyć wiedzmy, że dostało się także Amerykanom - i w białej i w czarnej wersji - oraz Anglikom. Zaraz, kogoś brakuje w tej układance... aha, tak - Ruski jest tym złym.
Nie mam nic przeciwko żartom z Polaków, nawet tym bardziej przyziemnym, dopóki są w dobrym tonie. Iron Brigade jest generalnie "komedią sensacyjną", a my stanowimy tam tylko jeden z narodowych smaczków, więc wszystko jest ok. Przy okazji... dobrze wiedzieć, że "Polish sausage" , czyli kiełbasa, to potrawa powszechnie znana w Stanach.
Iron Brigade to najnowsza produkcja legendarnego już studia Double Fine, założonego przez jeszcze bardziej legendarnego Tima Schafera. Zespół miał na koncie świetne Psychonauts i metalową epopeję Brutal Legend, ale ostatnio wziął się za tworzenie mniejszych gierek przeznaczonych do cyfrowej dystrybucji. Iron Brigade przedstawia mocno zabawną i mocno alternatywną wizję świata tuż po I wojnie światowej. Wśród dostępnych postaci nie mogło zabraknąć Polaka robi za wiejskiego głupka.
Józef Kowalski - imię dziwne, w sam raz dla Polaka, plus świetnie znane w Stanach nazwisko. Przyjrzyjmy się ciekawszym punktom ze skróconego życiorysowi rodaka:
-"Got a BB gun for his third birthday" - dostał pistolet na kulki na trzecie urodziny.
- "Eats Polish sausage for every meal" - zjada kiełbasę na każdy posiłek.
- "Did a stand-up routine at his uncle's funeral" - opowiadał kawały na pogrzebie swojego wujka
- "Runs a black market business on the side" - robi nielegalne interesy na boku
Słowem - wesoły dzikus. Po przejściu tutoriala pada również tekst o tym, że ciasne, blaszane pudła przypominają mu kraj. Zanim zaczniemy się burzyć wiedzmy, że dostało się także Amerykanom - i w białej i w czarnej wersji - oraz Anglikom. Zaraz, kogoś brakuje w tej układance... aha, tak - Ruski jest tym złym.
Nie mam nic przeciwko żartom z Polaków, nawet tym bardziej przyziemnym, dopóki są w dobrym tonie. Iron Brigade jest generalnie "komedią sensacyjną", a my stanowimy tam tylko jeden z narodowych smaczków, więc wszystko jest ok. Przy okazji... dobrze wiedzieć, że "Polish sausage" , czyli kiełbasa, to potrawa powszechnie znana w Stanach.
14 grudzień, 2011
Risen 2 - dlaczego warto się nim jarać
Gry można dosyć łatwo zaszufladkować wg zajawki jaka panuje w sieci. Mamy kategorię "lux", w której mieszczą się wszystkie gry typu Call of Duty, StarCraft, Uncharted itp, mamy kategorię "dobrze rokujących", ciekawych ze względu na nietypową formę i treść: Mirror's Edge, Dante's Inferno, Dead Space i całą gamę przeciętniaków, budżetówek, gier _zbyt_długo_robionych_, brzydkich czy darmówek z cyklu "sprawdzę, a co mi tam szkodzi".
Jest jeszcze jedna kategoria. Cholernie pojemna i dobra, ale rzadko kiedy znajdująca się w centrum zainteresowania - to "gry bardzo dobre". Sequele - z liczby lub koncepcji - które rzadko wskakują na okładki, rzadko pojawiają się jako tematy dnia portali. Wieści o nich pozostają głównie na licznych stronach fanowskich, do większych mediów przedzierają się, gdy drastycznie brakuje tematów na _fajne_newsy_. Hype rośnie dopiero przed premierą, opada szybko po niej, ale i tak gra zbiera świetne oceny, recenzenci chwalą różne jej elementy, a multiplatformowa produkcja zyska jakichś 2-3 milionów-fanów nabywców.
Tak, taką grą jest właśnie Risen 2! Będzie. Czemu? Bo przygotowują ją profesjonaliści. Ekipa Piranha Bytes ma na karku trzy części i jeden dodatek (taki duży, z czasów pre-DLC) do sagi Gothic - tej, która wyrosła z garażu na jedno z najpopularniejszych cRPG w historii. To też kolesie, którzy zdołali pokonać problemy prawno-finansowe z rozsypującym się JoWoodem (który rozmienił potencjał serii na drobne) i kontynuowali swoje założenia pod nową nazwą i ze świeżym uniwersum. Efektem zmagań był Risen - idealne połączenie lekko uproszczonych zasad RPG, satysfakcjonującego, mięsistego systemu walki i klimatu "żywego świata", którego częścią się stajemy.
Ok, ale co z tego? Gra wyjdzie, jak będzie fajna - zagram, jak nie - wiadomo. Chodzi tylko o, że jeśli komuś wydaje się, że końcówka 2011 przyniosła zalew dobrych hitów i słabe perspektywy na rok następny, to już wie co może obserwować, co podglądać w końcowych fazach i na coś się nakręcać.
Jestem przekonany, że warto. Atmosfera Gothika w połączeniu z piracką fabułą i niemieckim rzemiosłem może przynieść tylko kolejną, piękną przygodę.
Jest jeszcze jedna kategoria. Cholernie pojemna i dobra, ale rzadko kiedy znajdująca się w centrum zainteresowania - to "gry bardzo dobre". Sequele - z liczby lub koncepcji - które rzadko wskakują na okładki, rzadko pojawiają się jako tematy dnia portali. Wieści o nich pozostają głównie na licznych stronach fanowskich, do większych mediów przedzierają się, gdy drastycznie brakuje tematów na _fajne_newsy_. Hype rośnie dopiero przed premierą, opada szybko po niej, ale i tak gra zbiera świetne oceny, recenzenci chwalą różne jej elementy, a multiplatformowa produkcja zyska jakichś 2-3 milionów-fanów nabywców.
Przesłaba okładka zdaje się krzyczeć "Witamy w Niemczech!!!"
Tak, taką grą jest właśnie Risen 2! Będzie. Czemu? Bo przygotowują ją profesjonaliści. Ekipa Piranha Bytes ma na karku trzy części i jeden dodatek (taki duży, z czasów pre-DLC) do sagi Gothic - tej, która wyrosła z garażu na jedno z najpopularniejszych cRPG w historii. To też kolesie, którzy zdołali pokonać problemy prawno-finansowe z rozsypującym się JoWoodem (który rozmienił potencjał serii na drobne) i kontynuowali swoje założenia pod nową nazwą i ze świeżym uniwersum. Efektem zmagań był Risen - idealne połączenie lekko uproszczonych zasad RPG, satysfakcjonującego, mięsistego systemu walki i klimatu "żywego świata", którego częścią się stajemy.
Ok, ale co z tego? Gra wyjdzie, jak będzie fajna - zagram, jak nie - wiadomo. Chodzi tylko o, że jeśli komuś wydaje się, że końcówka 2011 przyniosła zalew dobrych hitów i słabe perspektywy na rok następny, to już wie co może obserwować, co podglądać w końcowych fazach i na coś się nakręcać.
Jestem przekonany, że warto. Atmosfera Gothika w połączeniu z piracką fabułą i niemieckim rzemiosłem może przynieść tylko kolejną, piękną przygodę.
Zawsze zazdrości się widząc fajne rzeczy na fotografiach. Akurat rozbudowana sfera socjalna jest czymś, czego mogą porządnie zazdrościć nie gracze, a inne RPG-i
05 grudzień, 2011
Modern Warfare 3 Multi - tego NIE lubię
Przekroczyłem 60 level, mam za sobą kilkanaście godzin grania - oto lista rzeczy, które absolutnie mi się nie podobają. Część z nich do poprawki, co oczywiście nigdy nie nastąpi, bo gra przyniesie morze pieniędzy.
1. Akimbo
Danie wirtualnemu żołnierzowi w łapę dwóch broni naraz było od początku serii kontrowersyjnym rozwiązaniem. Ostatecznie gra korzysta z jakichś prawideł wojny i fizyki, nikt nie ma jetpacka, ani kaema z nieskończoną amunicją. A jednak dwie trzymane naraz bronie wcisnęli.
W Modern Warfare 3 jest to prawdziwym przekleństwem - dwa lekkie karabinki w łapę i jazda. Wymiatacze szybko odkryli, że to najlepszy sposób na fragowanie, bo system działa nie tylko z bliska. Chociaż nie da się korzystać z przybliżenia, SMG-iki w akimbo robią szkody nie tylko w ciasnych korytarzach, ale i na regularną, średnią odległość. Dodajmy do tego diabelną szybkostrzelność, kilka szybkościowych perków, albo tych wspomagających stabilny strzał na odległość, i nowicjusze, średniaki czy gracze mojego skilla i stażu są w dupie.
Myślałem, że to ja jestem sprytny eksploatując P90 (to prostokątne pudło), ale okazało się, że akimbo stoi o klasę wyżej i zaczyna się prawdziwy spam nabojami. Pole walki zaczyna przypominać Gears of War (a kolesie z akimbo wypisz-wymaluj Kantusy), a fale pocisków szybko nabijają kill streaki, więc co chwila latają także bomby. W efekcie gra osiąga poziom szybkości, którego nie da się do końca opanować - nawet najlepsi rzadko kiedy maja kill/death ratio na poziomie przynajmniej 2/1.
2. Lamerskie perki
Kiedy zabijam kolesia, a ten dostaje dodatkowe życie i zabija mnie z pozycji leżącej, klnę w niebogłosy i marzę o powrocie do serwerów, gdzie mądrzy administratorzy z automatu kickują za używanie zdolności niemal równoznacznych z cheatem. No bo inaczej takiego "Męczeństwa" nie można nazwać.
Perk wygląda dokładnie tak jak opisuję - po zabiciu gracz otrzymuje dodatkową szansę i zamiast paść trupem na ziemie spada miękko dupskiem i strzela do mnie z ziemi pistoletom. To zbrodnia na tak szybkiej grze, w której widząc, że ubiliśmy przeciwnika, pędzimy dalej, a nie sprawdzamy czy aby na pewno trup nie żyje. Nie wspominając o tym, że cwani użytkownicy perka nie dają nam szans i korzystają ze swojej szansy w błyskawicznym tempie. Głupie, bezsensowne, debilne.
To samo tyczy się rzucania granatu po śmierci. To też taki wymysł z pogranicza science-fiction czy śmiesznych gierek. Równie dobrze zabity mógłby eksplodować obsikując wszystkich kwasem albo digimorfować w jakąś bestię.
3. Spam, spam, spam
Lekka powtórka z punktu pierwszego, ale w rozszerzonej wersji. Do tej pory - w sensie przez kilka ostatnich odsłon Call of Duty - umiarkowanie mi to przeszkadzało. Teraz pękam ze złości, gdy zbierze się po obu stronach ekipa niezłych graczy, co się kończy tym, że non-stop latają granaty, airstrike'i, helikoptery, wybuchają miny, claymore'y i gadżety, a pociski latają z prędkością... pocisku. Tylko jest ich 10x więcej, niż powinno.
Spam strasznie psuje szerokie możliwości gry. Zmusza wręcz do skupienia się na tej broni, która strzela jak najszybciej. Niewielu zawodników pozwala sobie na bieganie z pukawką, która wypuszcza 1 pestkę na 1 sekundę - odpowiedzią na szybkość jest jeszcze większa szybkość.
Tak naprawdę to jedyne zarzuty, jakie znalazłem wobec trybu multi. Niestety należą do grona wad z kategorii "grzechów ciężkich" - nie tych lekko upierdliwych, tylko sprawiających, że robimy się lekko czerwoni ze złości, klniemy w ścianę na przeciwników z innego krańca świata i koniec końców zmieniamy serwer, tryb albo w ogóle grę.
A jako takoż robię - czas przetestować czy Battlefield 3 sprosta moim wydumanym oczekiwaniom na coś pomiędzy casualową rozgrywką, a dawką skilla i taktyki.
1. Akimbo
Danie wirtualnemu żołnierzowi w łapę dwóch broni naraz było od początku serii kontrowersyjnym rozwiązaniem. Ostatecznie gra korzysta z jakichś prawideł wojny i fizyki, nikt nie ma jetpacka, ani kaema z nieskończoną amunicją. A jednak dwie trzymane naraz bronie wcisnęli.
W Modern Warfare 3 jest to prawdziwym przekleństwem - dwa lekkie karabinki w łapę i jazda. Wymiatacze szybko odkryli, że to najlepszy sposób na fragowanie, bo system działa nie tylko z bliska. Chociaż nie da się korzystać z przybliżenia, SMG-iki w akimbo robią szkody nie tylko w ciasnych korytarzach, ale i na regularną, średnią odległość. Dodajmy do tego diabelną szybkostrzelność, kilka szybkościowych perków, albo tych wspomagających stabilny strzał na odległość, i nowicjusze, średniaki czy gracze mojego skilla i stażu są w dupie.
Myślałem, że to ja jestem sprytny eksploatując P90 (to prostokątne pudło), ale okazało się, że akimbo stoi o klasę wyżej i zaczyna się prawdziwy spam nabojami. Pole walki zaczyna przypominać Gears of War (a kolesie z akimbo wypisz-wymaluj Kantusy), a fale pocisków szybko nabijają kill streaki, więc co chwila latają także bomby. W efekcie gra osiąga poziom szybkości, którego nie da się do końca opanować - nawet najlepsi rzadko kiedy maja kill/death ratio na poziomie przynajmniej 2/1.
2. Lamerskie perki
Kiedy zabijam kolesia, a ten dostaje dodatkowe życie i zabija mnie z pozycji leżącej, klnę w niebogłosy i marzę o powrocie do serwerów, gdzie mądrzy administratorzy z automatu kickują za używanie zdolności niemal równoznacznych z cheatem. No bo inaczej takiego "Męczeństwa" nie można nazwać.
Perk wygląda dokładnie tak jak opisuję - po zabiciu gracz otrzymuje dodatkową szansę i zamiast paść trupem na ziemie spada miękko dupskiem i strzela do mnie z ziemi pistoletom. To zbrodnia na tak szybkiej grze, w której widząc, że ubiliśmy przeciwnika, pędzimy dalej, a nie sprawdzamy czy aby na pewno trup nie żyje. Nie wspominając o tym, że cwani użytkownicy perka nie dają nam szans i korzystają ze swojej szansy w błyskawicznym tempie. Głupie, bezsensowne, debilne.
To samo tyczy się rzucania granatu po śmierci. To też taki wymysł z pogranicza science-fiction czy śmiesznych gierek. Równie dobrze zabity mógłby eksplodować obsikując wszystkich kwasem albo digimorfować w jakąś bestię.
3. Spam, spam, spam
Lekka powtórka z punktu pierwszego, ale w rozszerzonej wersji. Do tej pory - w sensie przez kilka ostatnich odsłon Call of Duty - umiarkowanie mi to przeszkadzało. Teraz pękam ze złości, gdy zbierze się po obu stronach ekipa niezłych graczy, co się kończy tym, że non-stop latają granaty, airstrike'i, helikoptery, wybuchają miny, claymore'y i gadżety, a pociski latają z prędkością... pocisku. Tylko jest ich 10x więcej, niż powinno.
Spam strasznie psuje szerokie możliwości gry. Zmusza wręcz do skupienia się na tej broni, która strzela jak najszybciej. Niewielu zawodników pozwala sobie na bieganie z pukawką, która wypuszcza 1 pestkę na 1 sekundę - odpowiedzią na szybkość jest jeszcze większa szybkość.
Tak naprawdę to jedyne zarzuty, jakie znalazłem wobec trybu multi. Niestety należą do grona wad z kategorii "grzechów ciężkich" - nie tych lekko upierdliwych, tylko sprawiających, że robimy się lekko czerwoni ze złości, klniemy w ścianę na przeciwników z innego krańca świata i koniec końców zmieniamy serwer, tryb albo w ogóle grę.
A jako takoż robię - czas przetestować czy Battlefield 3 sprosta moim wydumanym oczekiwaniom na coś pomiędzy casualową rozgrywką, a dawką skilla i taktyki.
02 grudzień, 2011
Kup pan promkę!
Tekst pierwotnie ukazał się tu: http://polygamia.pl/blogi/uberplay/2011/12/kup_pan_promke
"Niedano w sieci zbiegło się kilka wydarzeń, które wyzwoliły wcześniej szerzej nie poruszany temat sprzedawania „promek”, czyli wersji promocyjnych gier – czy to normalne czy przejaw buractwa? Chociaż dominujące głosy odpowiadają raczej na pytanie o skalę tego drugiego. Ale najpierw kilka słów jak to wszystko wygląda od kuchni.
Redakcje najczęściej dostają gry przed premierą, czyli wtedy, kiedy wersji sklepowych fizycznie nie ma nawet w magazynach. Dlatego wydawcy przygotowują specjalne płytki zawierające pełną wersję gry ("wersję review”, pospolicie zwaną "rewką"), które dostarczą recenzentom. Nie zawsze są to finalne wersje gry, nie zawsze obsługują wszystko to co powinny, a w przypadku konsol najczęściej wymagają specjalnego, developerskiego ps3 czy x360, a na zwykłym sprzęcie nie pójdą. Oprócz tego wydawcy tworzą też wersje promocyjne – i dla dziennikarzy, i dla testerów i dla różnych klientów. Zawartość tych płytek nie różni się niczym od tego co kupimy w sklepie.
„Promki” dostaje się albo do recenzji albo zwyczajnie do pogrania – taki przywilej pracy w growej branży. I taki profit dystrybutora, który mniej czy bardziej ma pewność, że dziennikarze będą grali w jego grę, zamiast w co innego. A do tego nie musi uszczuplać swojego magazynu o droższe w produkcji wersje sklepowe. Aby uniknąć jednak nieprzyjemnych sytuacji, wersje promocyjne różnią się od tych zwykłych wizualnie. W przypadku X360 pudełka mają lekko zacieniowaną grafikę i charakterystyczny żółty pasek z napisem „PROMOTIONAL COPY, NOT FOR SALE” (wersja promocyjna, nie na sprzedaż), w przypadku PS3 to biała płytka z napisami w plastikowym cd-boxie. W ten sposób gra pozostaje „w rodzinie” i zalega na półce dziennikarza albo krąży po redakcji i znajomych… ale z drugiej strony mamy do czynienia z normalnie działającą grą, którą równie dobrze można sprzedać.
Temat rozpoczął się niepozornie. Jeden z popularnych growych bloggerów wrzucił na Allegro aukcję na której sprzedawał zwykłą, sklepową wersję gry, do której dołączył między innymi… zdjęcie z autografem swoim i swojego kompana z co-opa. Przez Facebooka rozpoczęła się krótka krytyka takich działań, która szybko zamieniła się w ogólną rozmowę o tego typu kontrowersyjnych sprawach, z naciskiem właśnie na handel „promkami”. Okazało się, że na Allegro można kupić całkiem sporo wersji promocyjnych, w tym te bardzo świeże. I wycenione prawie jak nówki.
Główny pogląd na sprawę jest taki, jak w pierwszym akapicie – handlowanie tego typu rzeczami to „buractwo”. Nie chodzi o to, żeby koniecznie korzystać z otrzymanej „promki”, ale o zasadę – dostajemy grę, żeby z niej w jakiś sposób korzystać, ale nie bezpośrednio się wzbogacić. Oprócz czystego przestrzegania prawa (czyli napisu na pudełku/płycie informującego, że to gra nie na sprzedaż) chodzi też o zwykłą przyzwoitość, także w stosunku do polskiego wydawcy.
Problem pojawia się najczęściej na szczeblu mniejszych redakcji czy młodszych osób, które nie zarabiają, pisanie o grach traktują hobbystycznie i nie dostają za nie kasy. Często jedynym wynagrodzeniem jest właśnie gra, a że "promka" różni się głównie brakiem drukowanej instrukcji, łatwo ją spieniężyć.
Pytanie tylko – jak daleko powinien sięgać taki pogląd i potępianie nieetycznej sprzedaży? Czasami zwyczajnie przekracza granice zdrowego rozsądku. Na Facebooku ktoś poczuł w sobie moc szeryfa i założył stronę na której tropi i wyśmiewa sprzedaż wersji promocyjnych na aukcjach. Dostało się nie tylko handlarzom xboxowymi promkami, ale też sprzedawcom kartek z kodami na ściągnięcie obu Wiedźminów, które CD Projekt rozdawał w pakiecie każdemu uczestnikowi ich jesiennej konferencji. Większość dziennikarzy ma obie części przygód Wieśka, nie wszyscy za to mają grających znajomych, którym mogą to sprezentować (albo PC, który pociągnie Wiedźmina 2). Wyrzucić kartkę na śmieci? Oddać anonimowemu kolesiowi z forum, który sam to sprzeda? Powiesić w ramce na ścianie, bo na odwrocie kartki znajdują się „podziękowania za udział w konferencji” (co autor uznaje za -uh- ważną część ulotki)?
Jeszcze więcej wątpliwości wzbudza odsprzedawanie zwykłych, sklepowych wersji - czasami w ramach prezentu otrzymuje się właśnie zafoliowaną grę bez promkowych obwarowań. Poczucie trzymania się zasad przegrywa z logiką. Jeśli sam kupię sobie film i obejrzę, to odsprzedaję towar. Jeśli dostanę go w prezencie, nic się nie zmienia. Zobaczę, sprzedam. Zresztą nie trzeba zobaczyć, żeby zrobić z taką rzeczą to, na co się ma ochotę. A czy coś się zmienia w przypadku zafoliowanej gry z pokazu prasowego? Warto cały czas pamiętać, że mówimy nie tylko o naczelnych portali, przez ręce których tygodniowo przewija się sporo gier i materiałów promocyjnych, ale również tych początkujących.
Najbardziej wyrazista pozostaje sprawa sprzedaży "promek", choć po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że istnieje również niepisana zasada, że rzadki, promocyjny towar po pewnym czasie staje się... kolekcjonerski. Dla świata gier to raczej nowość, ale kolekcjonerzy innych rzeczy od dawna szaleją za limitowanymi przedmiotami, które przydadzą im się(?) znacznie bardziej niż zasypywanemu ulotkami i gadżetami dziennikarzowi, który większość tych rzeczy z braku miejsca wywali albo upchnie do szafy. Najlepszy przykład tego dał chyba Angry Video Game Nerd poszukując jak najbardziej autentycznego, złotego kartridża Nintendo World Championships...
..mamy jednak dopiero 2011 rok i nic nie zmieni faktu, że sprzedawana "promka" Dark Souls, od której zaczęła się właściwa facebookowa dyskusja, to po prostu zwykły obciach."
P.S. - autor nigdy nie sprzedał żadnej wersji promocyjnej, a co mógł to rozdał.
"Niedano w sieci zbiegło się kilka wydarzeń, które wyzwoliły wcześniej szerzej nie poruszany temat sprzedawania „promek”, czyli wersji promocyjnych gier – czy to normalne czy przejaw buractwa? Chociaż dominujące głosy odpowiadają raczej na pytanie o skalę tego drugiego. Ale najpierw kilka słów jak to wszystko wygląda od kuchni.
Redakcje najczęściej dostają gry przed premierą, czyli wtedy, kiedy wersji sklepowych fizycznie nie ma nawet w magazynach. Dlatego wydawcy przygotowują specjalne płytki zawierające pełną wersję gry ("wersję review”, pospolicie zwaną "rewką"), które dostarczą recenzentom. Nie zawsze są to finalne wersje gry, nie zawsze obsługują wszystko to co powinny, a w przypadku konsol najczęściej wymagają specjalnego, developerskiego ps3 czy x360, a na zwykłym sprzęcie nie pójdą. Oprócz tego wydawcy tworzą też wersje promocyjne – i dla dziennikarzy, i dla testerów i dla różnych klientów. Zawartość tych płytek nie różni się niczym od tego co kupimy w sklepie.
„Promki” dostaje się albo do recenzji albo zwyczajnie do pogrania – taki przywilej pracy w growej branży. I taki profit dystrybutora, który mniej czy bardziej ma pewność, że dziennikarze będą grali w jego grę, zamiast w co innego. A do tego nie musi uszczuplać swojego magazynu o droższe w produkcji wersje sklepowe. Aby uniknąć jednak nieprzyjemnych sytuacji, wersje promocyjne różnią się od tych zwykłych wizualnie. W przypadku X360 pudełka mają lekko zacieniowaną grafikę i charakterystyczny żółty pasek z napisem „PROMOTIONAL COPY, NOT FOR SALE” (wersja promocyjna, nie na sprzedaż), w przypadku PS3 to biała płytka z napisami w plastikowym cd-boxie. W ten sposób gra pozostaje „w rodzinie” i zalega na półce dziennikarza albo krąży po redakcji i znajomych… ale z drugiej strony mamy do czynienia z normalnie działającą grą, którą równie dobrze można sprzedać.
Wersje "promo" na X360 różnią się od tych sklepowych tylko kolorem okładki, obecnością paska i brakiem instrukcji.
Temat rozpoczął się niepozornie. Jeden z popularnych growych bloggerów wrzucił na Allegro aukcję na której sprzedawał zwykłą, sklepową wersję gry, do której dołączył między innymi… zdjęcie z autografem swoim i swojego kompana z co-opa. Przez Facebooka rozpoczęła się krótka krytyka takich działań, która szybko zamieniła się w ogólną rozmowę o tego typu kontrowersyjnych sprawach, z naciskiem właśnie na handel „promkami”. Okazało się, że na Allegro można kupić całkiem sporo wersji promocyjnych, w tym te bardzo świeże. I wycenione prawie jak nówki.
Główny pogląd na sprawę jest taki, jak w pierwszym akapicie – handlowanie tego typu rzeczami to „buractwo”. Nie chodzi o to, żeby koniecznie korzystać z otrzymanej „promki”, ale o zasadę – dostajemy grę, żeby z niej w jakiś sposób korzystać, ale nie bezpośrednio się wzbogacić. Oprócz czystego przestrzegania prawa (czyli napisu na pudełku/płycie informującego, że to gra nie na sprzedaż) chodzi też o zwykłą przyzwoitość, także w stosunku do polskiego wydawcy.
Problem pojawia się najczęściej na szczeblu mniejszych redakcji czy młodszych osób, które nie zarabiają, pisanie o grach traktują hobbystycznie i nie dostają za nie kasy. Często jedynym wynagrodzeniem jest właśnie gra, a że "promka" różni się głównie brakiem drukowanej instrukcji, łatwo ją spieniężyć.
Pytanie tylko – jak daleko powinien sięgać taki pogląd i potępianie nieetycznej sprzedaży? Czasami zwyczajnie przekracza granice zdrowego rozsądku. Na Facebooku ktoś poczuł w sobie moc szeryfa i założył stronę na której tropi i wyśmiewa sprzedaż wersji promocyjnych na aukcjach. Dostało się nie tylko handlarzom xboxowymi promkami, ale też sprzedawcom kartek z kodami na ściągnięcie obu Wiedźminów, które CD Projekt rozdawał w pakiecie każdemu uczestnikowi ich jesiennej konferencji. Większość dziennikarzy ma obie części przygód Wieśka, nie wszyscy za to mają grających znajomych, którym mogą to sprezentować (albo PC, który pociągnie Wiedźmina 2). Wyrzucić kartkę na śmieci? Oddać anonimowemu kolesiowi z forum, który sam to sprzeda? Powiesić w ramce na ścianie, bo na odwrocie kartki znajdują się „podziękowania za udział w konferencji” (co autor uznaje za -uh- ważną część ulotki)?
Jeszcze więcej wątpliwości wzbudza odsprzedawanie zwykłych, sklepowych wersji - czasami w ramach prezentu otrzymuje się właśnie zafoliowaną grę bez promkowych obwarowań. Poczucie trzymania się zasad przegrywa z logiką. Jeśli sam kupię sobie film i obejrzę, to odsprzedaję towar. Jeśli dostanę go w prezencie, nic się nie zmienia. Zobaczę, sprzedam. Zresztą nie trzeba zobaczyć, żeby zrobić z taką rzeczą to, na co się ma ochotę. A czy coś się zmienia w przypadku zafoliowanej gry z pokazu prasowego? Warto cały czas pamiętać, że mówimy nie tylko o naczelnych portali, przez ręce których tygodniowo przewija się sporo gier i materiałów promocyjnych, ale również tych początkujących.
Najbardziej wyrazista pozostaje sprawa sprzedaży "promek", choć po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że istnieje również niepisana zasada, że rzadki, promocyjny towar po pewnym czasie staje się... kolekcjonerski. Dla świata gier to raczej nowość, ale kolekcjonerzy innych rzeczy od dawna szaleją za limitowanymi przedmiotami, które przydadzą im się(?) znacznie bardziej niż zasypywanemu ulotkami i gadżetami dziennikarzowi, który większość tych rzeczy z braku miejsca wywali albo upchnie do szafy. Najlepszy przykład tego dał chyba Angry Video Game Nerd poszukując jak najbardziej autentycznego, złotego kartridża Nintendo World Championships...
..mamy jednak dopiero 2011 rok i nic nie zmieni faktu, że sprzedawana "promka" Dark Souls, od której zaczęła się właściwa facebookowa dyskusja, to po prostu zwykły obciach."
P.S. - autor nigdy nie sprzedał żadnej wersji promocyjnej, a co mógł to rozdał.
01 grudzień, 2011
Counter-Strike: Global Offensive - hmmm
Do sieci trafił dłuższy, bo aż 9-minutowy gameplay z Counter-Strike'a: Global Offensive - gry o której w mediach nie będzie się mówiło wiele, a która wstrząśnie światem e-sportu. A może się mylę? W każdym razie hype na pewno nie będzie proporcjonalny do tego, jak potężnie gra zostanie przyjęta przez graczy multi... a z kolei już na obecnym etapie widać, że entuzjazm e-sportowców również nie będzie proporcjonalny do tego co gra ma do zaoferowania:
Byłem przekonany, że twórcy Global Offensive skorzystają z przebogatej palety pomysłów i rozwiązań, jakie przez lata skutecznie wdrażali i poprawiali twórcy Call of Duty i Battlefielda - wiecie, różnorodne klasy, perki, customizacja broni, odblokowywanie, kill-streaki, pojazdy. Ogółem - ROZMACH!
I co widać na filmiku? Ano widać, że grupa testerów zasuwa na stareńkim de_dust, które przypomina strukturą niemal jeden do jednego to, co znamy z wersji Source. Minimalne urozmaicenie terenu, brak zawalania drogi licznymi naturalnymi przeszkodami czy kartonami, za którymi da się schować. Wszystko przejrzyste, aż do bólu, więc gra - tak jak dawniej - toczy się niemal wyłącznie w dwóch punktach: przy wejściu do korytarza i w przejściu na dole. Koniec. Oczywiście, pod koniec rundy, gdy liczba zawodników topnieje, zaczyna się fajne kombinowanie, ale wtedy bawią się najczęściej 2-3 osoby.
Kolejna sprawa - broń. W pierwszej chwili dostałem dreszczy od samego smakowitego dźwięku kupowanych przedmiotów, identycznego z tym, który znamy z najstarszych wersji Countera. Ale poza nowym menu do kupowania, nie ma tu prawie niczego nowego. Większość tych samych pukawek i, co najgorsze, ta sama fizyka strzelania. Porządny odrzut nie istnieje, można nadal biegać ze snajperką i z truchtu szybkim przycelowaniem precyzyjnie zdejmować kolesi. Z informacji w sieci wynika, że będzie osiem nowych elementów uzbrojenia, ale na filmiku pokazano tylko jeden - koktajl mołotowa. Sympatyczny, ale to trochę niewiele po lata czekania na nową wersję legendarnej gry.
Aha, i jeśli ktoś liczy, że chociaż dostanie potężną dawkę map - grubo się myli. Zapowiedziano ich całe 7, a lista wygląda tak: Dust, Dust2, Aztec, Nuke, Inferno, Italy, Office. Klasyczny "domek" de_militia, duże zamczysko de_chateau, train, vertigo, estate przepadły... najwyraźniej _arcytrudny_remake_ przerósł twórców. Albo od razu postawili na to, że zajmą się tym za darmo fani.
Co to wszystko oznacza? Że Global Offensive będzie grą przeznaczoną wyłącznie dla fanów e-sportu w jego czystej, uproszczonej postaci Lubisz multi w Modern Warfare? Jarasz się drużynowymi starciami w Battlefieldzie? W takim razie zapomnij o nowym Counter-Strike'u.
Byłem przekonany, że twórcy Global Offensive skorzystają z przebogatej palety pomysłów i rozwiązań, jakie przez lata skutecznie wdrażali i poprawiali twórcy Call of Duty i Battlefielda - wiecie, różnorodne klasy, perki, customizacja broni, odblokowywanie, kill-streaki, pojazdy. Ogółem - ROZMACH!
I co widać na filmiku? Ano widać, że grupa testerów zasuwa na stareńkim de_dust, które przypomina strukturą niemal jeden do jednego to, co znamy z wersji Source. Minimalne urozmaicenie terenu, brak zawalania drogi licznymi naturalnymi przeszkodami czy kartonami, za którymi da się schować. Wszystko przejrzyste, aż do bólu, więc gra - tak jak dawniej - toczy się niemal wyłącznie w dwóch punktach: przy wejściu do korytarza i w przejściu na dole. Koniec. Oczywiście, pod koniec rundy, gdy liczba zawodników topnieje, zaczyna się fajne kombinowanie, ale wtedy bawią się najczęściej 2-3 osoby.
Kolejna sprawa - broń. W pierwszej chwili dostałem dreszczy od samego smakowitego dźwięku kupowanych przedmiotów, identycznego z tym, który znamy z najstarszych wersji Countera. Ale poza nowym menu do kupowania, nie ma tu prawie niczego nowego. Większość tych samych pukawek i, co najgorsze, ta sama fizyka strzelania. Porządny odrzut nie istnieje, można nadal biegać ze snajperką i z truchtu szybkim przycelowaniem precyzyjnie zdejmować kolesi. Z informacji w sieci wynika, że będzie osiem nowych elementów uzbrojenia, ale na filmiku pokazano tylko jeden - koktajl mołotowa. Sympatyczny, ale to trochę niewiele po lata czekania na nową wersję legendarnej gry.
Aha, i jeśli ktoś liczy, że chociaż dostanie potężną dawkę map - grubo się myli. Zapowiedziano ich całe 7, a lista wygląda tak: Dust, Dust2, Aztec, Nuke, Inferno, Italy, Office. Klasyczny "domek" de_militia, duże zamczysko de_chateau, train, vertigo, estate przepadły... najwyraźniej _arcytrudny_remake_ przerósł twórców. Albo od razu postawili na to, że zajmą się tym za darmo fani.
Co to wszystko oznacza? Że Global Offensive będzie grą przeznaczoną wyłącznie dla fanów e-sportu w jego czystej, uproszczonej postaci Lubisz multi w Modern Warfare? Jarasz się drużynowymi starciami w Battlefieldzie? W takim razie zapomnij o nowym Counter-Strike'u.
16 listopad, 2011
Nadurodzaj
Nie trzeba być rolnikiem, żeby wiedzieć jaki jest wpływ pogody na zbiory. Jak słońce praży niczym mikrofala, na polu ostaje się niewiele zboża i docenia się każde ziarnko z kłosa. A kiedy leje jak z cebra, zaczynamy pływać w żyzności, opychać się, a i tak sporo zostanie na polu i przygnije. Analogia z grami jest nachalna jak śmiech Jokera.
Mam poczucie, że tej jesieni, bardziej niż w poprzednich latach, zaostrzyła się rywalizacja i zagęściła liczba premier. Podejdźmy do sprawy matematycznie. Mamy: Battlefiedla 3, Modern Warfare 3, The Elder Scrolls V: Skyrim, Batman: Arkham City, Assassin's Creed: Revelations, Need For Speed: The Run, Uncharted 3, a tylko delikatnie w tyle, nawet nie na drugim planie: Heroes VI, Anno 2070, Lord of the Rings: War in the North, Saint's Row: The Third. Sporo. Do tego doliczmy gry drugoplanowe, które ukazały się nie tak dawno, np.: WRC 2, FIFĘ 11 i PES-a 2012, Rage'a, konsolowego Crysisa, Dark Souls... plus trochę gierek z mniejszego obiegu, które zdecydowanie są warte uwagi dla fanów konkretnego gatunku, czyli takie Orcs Must Die! czy świetny dodatek do Two Worlds II.
Nadmiar może przysporzyć kłopotów, zwłaszcza mniejszym firmom. Nawet jeśli z tego zestawu ograniczymy się do czterech najfajniejszych gier, które koniecznie chcemy mieć (chociaż dla mnie _minimum_ zaczyna się od ośmiu), mamy kłopot. Pracujący nie będą mieli tyle czasu, żeby do zestawu Batman + sieciowy Battlefield dodać jeszcze coś o fabule rozwleczonej na 10-15 godzin. Niepracujący, czyli młodzież, nie będzie za to stać (pośrednio oczywiście) na wydatek rzędu 450zł (PC) czy 720 (konsole). Nawet, gdy ceny zaraz spadną, nadal będzie to koszt zaczynający się od czterech-pięciu stów.
Stracą na tym gracze. Ja osobiście nie znoszę pomijać gier, które mnie choćby trochę interesują. W ten sposób ucieka mi wirtualna przygoda, jakieś nowe doświadczenie grywalno-estetyczne. I tracę oczywiście poczucie dobrej znajomości rynku czy wygadania "w towarzystwie". Ale sądzę, że nie jestem jedynym, który woli być na bieżąco nie tylko ze względów zawodowych.
Stracą na tym też przede wszystkim wydawcy i developerzy. I nie chodzi tylko o liczbę sprzedanych egzemplarzy, ale i wyrabianie sobie marki. Nie wiem jak silny jest fanbase geeków od Władcy Pieścieni i graczy w jednym, ale może nie wystarczyć, żeby wybić grę z dna, przytłoczoną Skyrimem, duetem strzelanek z trójką w tytule i asasynem. Podobnie, nie wiem jak poradzi sobie trzeci Saint's Row i inne gry, które z ciekawości zobaczy w necie sporo osób, a potem stwierdzi, że jednak wyda kasę na coś z tych największych premier. Taką sytuację widać dobrze nie tylko w sklepach, ale i na portalach internetowych. Niedawne recenzje świetnych gier są już zeszłotygodniowymi starociami, do których mało kto zajrzy. Starą warstwę przykrywa nowa. Zbiera się największe kłosy, a reszta dorodnych plonów albo nie zrobi wrażenia albo pozostanie niezauważona i zwyczajnie sobie zgnije. Z pół roku ktoś się ocknie
- Stary, a grałeś w taką świetną gierkę o gangsterach, to hardkorowe GTA?
- Nie, w ogóle o niej nie słyszałem, co to jest?
- No to Saints Row 3
- Aaa, faktycznie coś było. Zapomniałem/nie miałem czasu/myślałem, że to crap, bo wtedy wyszedł też BF3 i MW3.
Ciekawe czemu w tym roku nie odbyły się przenosiny dużych premier na pierwszy kwartał Czyżby wszyscy aż tak bali się Diabełka? Risen 2 i konsolowy Wiedźmin 2 dały radę.
200 godzin na kilku płytach
Mam poczucie, że tej jesieni, bardziej niż w poprzednich latach, zaostrzyła się rywalizacja i zagęściła liczba premier. Podejdźmy do sprawy matematycznie. Mamy: Battlefiedla 3, Modern Warfare 3, The Elder Scrolls V: Skyrim, Batman: Arkham City, Assassin's Creed: Revelations, Need For Speed: The Run, Uncharted 3, a tylko delikatnie w tyle, nawet nie na drugim planie: Heroes VI, Anno 2070, Lord of the Rings: War in the North, Saint's Row: The Third. Sporo. Do tego doliczmy gry drugoplanowe, które ukazały się nie tak dawno, np.: WRC 2, FIFĘ 11 i PES-a 2012, Rage'a, konsolowego Crysisa, Dark Souls... plus trochę gierek z mniejszego obiegu, które zdecydowanie są warte uwagi dla fanów konkretnego gatunku, czyli takie Orcs Must Die! czy świetny dodatek do Two Worlds II.
Nadmiar może przysporzyć kłopotów, zwłaszcza mniejszym firmom. Nawet jeśli z tego zestawu ograniczymy się do czterech najfajniejszych gier, które koniecznie chcemy mieć (chociaż dla mnie _minimum_ zaczyna się od ośmiu), mamy kłopot. Pracujący nie będą mieli tyle czasu, żeby do zestawu Batman + sieciowy Battlefield dodać jeszcze coś o fabule rozwleczonej na 10-15 godzin. Niepracujący, czyli młodzież, nie będzie za to stać (pośrednio oczywiście) na wydatek rzędu 450zł (PC) czy 720 (konsole). Nawet, gdy ceny zaraz spadną, nadal będzie to koszt zaczynający się od czterech-pięciu stów.
Stracą na tym gracze. Ja osobiście nie znoszę pomijać gier, które mnie choćby trochę interesują. W ten sposób ucieka mi wirtualna przygoda, jakieś nowe doświadczenie grywalno-estetyczne. I tracę oczywiście poczucie dobrej znajomości rynku czy wygadania "w towarzystwie". Ale sądzę, że nie jestem jedynym, który woli być na bieżąco nie tylko ze względów zawodowych.
Panie Premierze, w co grać?
Stracą na tym też przede wszystkim wydawcy i developerzy. I nie chodzi tylko o liczbę sprzedanych egzemplarzy, ale i wyrabianie sobie marki. Nie wiem jak silny jest fanbase geeków od Władcy Pieścieni i graczy w jednym, ale może nie wystarczyć, żeby wybić grę z dna, przytłoczoną Skyrimem, duetem strzelanek z trójką w tytule i asasynem. Podobnie, nie wiem jak poradzi sobie trzeci Saint's Row i inne gry, które z ciekawości zobaczy w necie sporo osób, a potem stwierdzi, że jednak wyda kasę na coś z tych największych premier. Taką sytuację widać dobrze nie tylko w sklepach, ale i na portalach internetowych. Niedawne recenzje świetnych gier są już zeszłotygodniowymi starociami, do których mało kto zajrzy. Starą warstwę przykrywa nowa. Zbiera się największe kłosy, a reszta dorodnych plonów albo nie zrobi wrażenia albo pozostanie niezauważona i zwyczajnie sobie zgnije. Z pół roku ktoś się ocknie
- Stary, a grałeś w taką świetną gierkę o gangsterach, to hardkorowe GTA?
- Nie, w ogóle o niej nie słyszałem, co to jest?
- No to Saints Row 3
- Aaa, faktycznie coś było. Zapomniałem/nie miałem czasu/myślałem, że to crap, bo wtedy wyszedł też BF3 i MW3.
Ciekawe czemu w tym roku nie odbyły się przenosiny dużych premier na pierwszy kwartał Czyżby wszyscy aż tak bali się Diabełka? Risen 2 i konsolowy Wiedźmin 2 dały radę.
12 listopad, 2011
Poradnik do Call of Duty: Modern Warfare 3
Już wkrótce poradnik do Call of Duty: Modern Warfare 3 znajdzie się na moim blogu :). Zapraszam w przyszłym tygodniu. Tekst będzie oczywiście przeznaczony dla początkujących i średniozaawansowanych graczy i dotyczył zarówno ogólnych porad jak i taktyki na wybrane mapy.
Co do jakości samego multi - "początkowe" wrażenia (bo już sporo się nagrałem, ale nadal czuję, że to początek) są świetne. Jest kilka kapitalnych map, fajne tryby i pomniejsze zmiany, które mają wyraźny wpływ na ogólny feeling rozgrywki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


